Wolne-dziennikarstwo.pl - [O_Poeci] 'Poetą się bywa, a nie jest' - rozmowa z Jackiem Gutorowem
wolne dziennikarstwo


"O_Poeci" to cykl rozmów przeprowadzanych z poetami zamieszkałymi w Opolu. Rozmowy te oparte są na identycznej konstrukcji pytań, dzięki czemu poznać możemy ciekawe sylwetki, rozmaite historie i różne punkty widzenia. Drugim gościem jest wykładowca Uniwersytetu Opolskiego, profesor Jacek Gutorow.

 Fot. Grażyna Niezgoda

Jacek Gutorow – poeta, krytyk literacki, tłumacz z języka angielskiego. Debiutował w 1997 roku tomem Wiersze pod nieobecność. Ma na swoim koncie sześć książek poetyckich, pięć zbiorów krytycznoliterackich i trzy książki przekładowe. Nagradzany i tłumaczony, ale bez przesady. Mieszka w Opolu, na tamtejszym uniwersytecie wykłada literaturę brytyjską i amerykańską.


ZIMOWA OPOWIEŚĆ

Przez cały dzień padał gęsty śnieg.

Padał i padał. Zasypywał myśli.

W oczach mijanych ludzi

też padał śnieg. Tak gęsty,

że nie było wątpliwości:

w końcu wszyscy zaczną mówić

językiem śniegu, ledwie

słyszalnym, szeleszczącym przez całą noc

i cały następny dzień.

Poezja jest dla mnie…

Przede wszystkim otwarciem i szansą na odnalezienie w sobie nieznanych języków, nieznanych pokładów wrażliwości i wyobraźni. Zresztą łatwiej byłoby mi odpowiedzieć na pytanie, czym poezja nie jest. Nie jest, a raczej nie powinna być, potwierdzeniem własnych oczekiwań czy poglądów. Niedobrze, jeśli wiersz jest wyłącznie wyrazem naszych uczuć, lęków czy tęsknot. Lepiej, jeśli stanowi dla nas wyzwanie, zaskakuje nas czymś, czego zupełnie się nie spodziewamy. Chodzi w gruncie rzeczy o to, aby pozwolić językowi prowadzić nas w tylko sobie znane strony.

 

Pisać poezję zacząłem…

Wolałbym mówić o pisaniu wierszy, a nie poezji. Zacząłem je pisać stosunkowo późno, pod koniec liceum, a i wtedy były to próby, w większości nieudane. Natomiast zawsze fascynowały mnie litery, słowa, zapisany język. Mając kilkanaście lat godzinami zapisywałem na kartkach różne wyrazy, łączyłem je ze sobą, interesowały mnie efekty takich łączeń. Tyle tylko, że nie nazywałem tego wierszami. Pierwsze poważne wiersze zacząłem pisać w wieku dwudziestu, dwudziestu jeden lat. Ale tak naprawdę to mam poczucie, że stale zaczynam od nowa. Myślę, że każdy uczciwy poeta stale szuka własnego języka, a każda kolejna książka to próba odnowienia własnego idiomu, zresetowania własnej wrażliwości i wyobraźni. Dlatego nie traktuję pisania wierszy jako zawód. Poetą się bywa, a nie jest.

 

Inspiruje mnie…

Życie w rozproszonym świetle.

 

Moje zdanie na temat środowiska literackiego w Opolu:

Szczerze mówiąc nie mam zdania, ponieważ nic mnie nie łączy z żadnymi środowiskami i nic mi o takich środowiskach nie wiadomo. Wydaje mi się, że jest w Opolu kilku ciekawych poetów i krytyków. Zwłaszcza z tak zwanego młodszego pokolenia. Ale czy oni sami chcieliby być postrzegani jako środowisko? Nie jestem pewien. Wydaje mi się, że sama idea środowiska literackiego mocno się zużyła i chyba nawet skompromitowała.

 

Pięć książek, które zmieniły moje życie:

Trudna sprawa, bo w pewnym wieku pamięta się tyle książek, które były dla nas ważne, że nie sposób wybrać. Poniżej pięć tytułów, które okazały się dla mnie ważne na początku, kiedy dopiero zaczynałem czytać.

Popularny atlas świata wydany w latach siedemdziesiątych przez Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych. Nie przesadzę mówiąc, że jako siedmiolatek znałem tę książeczkę na pamięć (oprócz map były w niej informacje o poszczególnych państwach, zjawiskach naturalnych, układzie słonecznym, itp.). Do dziś uwielbiam mapy i atlasy, w dużej mierze ukształtowały one moją wyobraźnię.

Powieści Julesa Verne’a w ogóle, Tajemnicza wyspa i Wokół Księżyca w szczególności. Wielokrotnie wypożyczane z biblioteki (mieszkałem na wsi, gdzie dostęp do książek był ograniczony) i za każdym razem czytane z wypiekami. Pamiętam również ilustracje Daniela Mroza – fantastyczne!

Pierwsza strona Przeminęło z wiatrem. Poza pierwszą stronę wtedy nie wyszedłem, może na szczęście (śmiech). To był pierwszy „dorosły” fragment, jaki przeczytałem – czytałem, zdaje się, ukradkiem, i może dlatego ten krótki passus zrobił na mnie takie wrażenie, że do dziś jest dla mnie wzorcem dobrze skrojonej prozy.

Jeżeli chodzi o poezję, to wczesne wiersze Leonarda Cohena, te z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, zanim zaczął śpiewać. Miałem czternaście, piętnaście lat, uczyłem się języka angielskiego, przypadkiem do ręki wpadł mi tomik z tymi wierszami. Spędzałem z nimi całe godziny, borykając się z najprostszymi konstrukcjami gramatycznymi i wpadając w zachwyt przy pierwszej lepszej metaforze. Do dziś uwielbiam wczesną poezję Cohena i sądzę, że jest znacznie lepsza od wierszy wielu uznanych poetów.

 

Osiągnięcie, z którego jestem najbardziej dumny to:

Trudno być zadowolonym z własnych wierszy. Z drugiej strony nie sposób wybrać jednych wierszy czy książek poetyckich kosztem innych – wszystkie są związane z moim życiem i w tym sensie wszystkie są tak samo istotne. Ponieważ zawsze najwięcej pracy i energii psychicznej kosztowały mnie przekłady poetyckie, to i poczucie satysfakcji wiąże się z tymi przekładami, które spotkały się z dobrym przyjęciem i których nie musiałbym się wstydzić. Bodaj najbardziej jestem kontent z przekładów wierszy i poematów Wallace’a Stevensa (ukazały się w 2008 roku w tomie Żółte popołudnie i inne wiersze). To nie znaczy, że nic bym teraz w tych przekładach nie zmienił – wręcz przeciwnie, zmieniłbym sporo. Ale jakoś te przekłady się przyjęły, a z wielu rozmów wiem, że nadal mają całkiem spore grono czytelników. To podnosi na duchu.

 

Moja rada dla młodych poetów:  

Moja pierwsza rada: proszę być sobą. Z tym zastrzeżeniem, że nie oznacza to samozadowolenia z tego, kim się jest. Proszę pozostać wiernym sobie znaczy – proszę poszukiwać siebie, swojego indywidualnego głosu, obrazu, tematu. Bez oglądania się na grupy i środowiska.

Proszę nie czuć się nazbyt literacko, tylko pisać wiersze – wtedy, kiedy czujemy, że koniecznie trzeba je napisać.

Proszę nie pisać po to, aby być publikowanym. Wiem, że żyjemy w kulturze FOMO, w lęku, że coś nam umyka, że należy się pokazać. Ale poezja rodzi się w samotności i żyje z niej. To w sumie banał, ale poezja to żadna przyszłość. Pozostają przy niej tylko ci, którzy w nią wierzą, nawet wtedy, gdy wydaje się, że nikt się naszymi wierszami nie interesuje.

Proszę pisać dla siebie – tylko wtedy zainteresujemy potencjalnych czytelników.

 

Moje najbliższe plany literackie:

Nie jestem literatem, nie mam planów literackich. Stoję z boku, patrzę, zapisuję. Czasami coś z tego wyjdzie, coś się zbierze. Wtedy jest dobrze i miło, można nawet pomyśleć o książce. Ale bez przesady.

 

Wyświetlenia: 1485
Proponowane artykuły