Wolne-dziennikarstwo.pl - Mafia jest na Wiejskiej
wolne dziennikarstwo


Krótko mówiąc: nie ma mafii w Polsce - są zorganizowane grupy przestępcze. Kiedyś jeden z komendantów, który nadzorował niejakiego "Masę", a był to komendant z komisariatu policji w okolicach Warszawy, w Komorowie bodajże, tam, gdzie mieszkał "Masa", zapytany o mafię w Polsce wypowiedział jedno zdanie, za które został zdymisjonowany. On powiedział dokładnie to samo, co ja dzisiaj: "Nie ma mafii. Mafia jest na Wiejskiej. Mafia jest w sejmie." On jako pierwszy odważył się użyć takiego stwierdzenia. Ja cytuję słowa komendanta komisariatu policji z Komorowa.

 

 
Źródło: http://www.patriot24.net/

Patryk Chodyniecki: Panie Krzysztofie, mafia w Polsce stosuje bardziej inteligencję czy przemoc?

 

Krzysztof Rutkowski: Proszę pana, na dobrą sprawę dla mnie w Polsce nie ma mafii - w Polsce są zorganizowane grupy przestępcze. Słowo „mafia” jest daleko idącym słowem i to, co się wytarło w porozumieniu wielu ludzi. Ludzie używając tego słowa, nawet nie wiedzą, o czym mówią. To jest ten wpływ zorganizowanych grup przestępczych w Polsce. Mają owszem swoje związki z ludźmi, którzy mogą wydawać jakiekolwiek decyzje urzędowe, ale nie są to decyzje tak bardzo daleko idące, które w jakikolwiek sposób mają wpływ na ustawy, na pewne elementy, które w jakikolwiek sposób mają również wpływ na powiedzmy sędziów, prokuratorów czy kręgi ministerialne. Owszem, są sytuacje, które tworzą tzw. "grupy lobbystów", którzy wprowadzają elementy do doradzania politykom w kwestiach, które dotyczą nowo tworzących się ustaw. Między innymi taką sytuacją była kwestia dotycząca "jednorękich bandytów" - maszyn,  o których ja szeroko mówiłem na łamach prasy, bodajże w 2003, na przełomie 2003-2004, ujawnialiśmy związki między jednym ze znaczących posłów SLD a tworzącą się ustawą antyhazardową oraz tworząca się ustawą o automatach do gier. Nie wiem, czy pan sobie przypomina Jerzego Jaskiernię, jako swojego społecznego doradcę, społecznego konsultanta  i jednocześnie asystenta. Chodzi tutaj o pana Skórkę, który był właścicielem całego przemysłu dotyczącego "jednorękich bandytów". Ujawniliśmy wtedy bardzo silne związki, gdzie pan Jaskiernia gościł w Hiszpanii, w posiadłości Skórki, gdzie wykazaliśmy, no muszę powiedzieć, dla prokuratorów masę informacji, które były poddane toczącemu się śledztwu w tym czasie. No i niestety, jak pan pamięta Jaskiernia od tamtego momentu wypadł zza burty polityki SLD.

Jeżeli pan wejdzie w Internet  i wejdzie w informacje, które dotyczą tej sprawy, bardzo dużo informacji na ten temat pan pozyska. Krótko mówiąc: nie ma mafii w Polsce - są zorganizowane grupy przestępcze. Kiedyś jeden z komendantów, który nadzorował niejakiego "Masę", a był to komendant z komisariatu policji w okolicach Warszawy, w Komorowie bodajże, tam gdzie mieszkał "Masa", zapytany o mafię w Polsce wypowiedział jedno zdanie, za które został zdymisjonowany. 
 On powiedział dokładnie to samo co ja dzisiaj: "Nie ma mafii. Mafia jest na Wiejskiej. Mafia jest w Sejmie." On jako pierwszy, odważył się użyć takiego stwierdzenia. Ja cytuję słowa komendanta komisariatu policji z Komorowa.

 

PC: Jeżeli Pan mówi o mafii na Wiejskiej, myśli Pan, że brak działań od strony Sejmu związanych z legalizacją marihuany ma wpływ na zorganizowane grupy przestępcze? Tzn. pozytywny wpływ dla grup przestępczych?

 

KR: Chodzi o to, że legalizowanie marihuany czy legalizowanie innych dopalaczy czy narkotyków, które mieszałyby w głowach przede wszystkim młodym ludziom. Wie pan, jak dla mnie jakiekolwiek
używki czy też substancje, które są na rynku, w zupełności wystarczają na to, żeby się dobrze bawić i dobrze czuć. Jeżeli ktoś na siłę chce zalegalizować marihuanę, zalegalizuje narkotyki. Jeżeli zalegalizuje dzisiaj marihuanę, jutro powiedzą legalizujemy amfetaminę, powiedzą  legalizujemy heroinę itd. Ja uważam, że legalizowanie jakichkolwiek dodatkowych używek w tej chwili czy narkotyków na rynku polskim wcale nie jest konieczne. Jestem jednak przeciwnikiem tego, ponieważ Polak ma w swojej naturze "Aha, wolno mi palić  to wolno mi również ćpać, wolno mi wąchać butapren i wolno mi łykać ekstazę, wolno mi łykać ekstazę, wolno mi wstrzykiwać sobie heroinę, wolno mi wstrzykiwać heroinę, wolno mi brać amfetaminę". Wie pan co, to jest gradacja zagrożenia, które niestety moim zdaniem idzie w tę stronę. Ja nie jestem za legalizacją narkotyków w Polsce.

 

PC: Proszę mi powiedzieć, polska przestępczość zorganizowana współpracuje z innymi ludźmi  z poza granic kraju, np. z rosyjską mafią, włoską?

 

KR: Wie pan co, zacznę może od tej historii. Mówiło się o tzw. mafii samochodowej - były to zorganizowane grupy, gangi samochodowe. I tutaj można tak je nazywać, a nie mafią, bo w końcu jakby nie było czy legalizacja czy też możliwości, które były, były bardziej z niewiedzy  polskich służb, a nie usilnej współpracy ze złodziejami samochodów. Pewnie, że w każdej instytucji, w każdym środowisku, czy to w policji, czy to w urzędzie celnym, czy w urzędzie skarbowym, czy 
 w wydziale komunikacji znajdzie się czarna owca, która pomoże złodziejom zalegalizować auta, ale nie możemy tego uogólniać i tak jak powiedziałem - gangi samochodowe, czy też inne grupy zawsze były połączone  z przestępczością zorganizowaną poza granicami naszego kraju. Narkotyk, czy cokolwiek innego, czy kradzież dzieł sztuki, musi mieć zbyt i musi mieć odbiorcę. To, co zostanie ukradzione w Polsce łatwiej sprzedać w Czechach, w Słowacji czy Niemczech, niż w naszym kraju, kiedy to media na ten temat huczą. Dlatego też związek przestępczości zorganizowanej w naszym kraju zawsze miał podłoże związku przestępczego poza granicami polski.


 PC: A co Pan w ogóle myśli o sądownictwie? Mówię o sądach, które na przykład wypuściły gangsterów pruszkowskich na wolność.

 

KR: Proszę pana, widocznie sądy nie miały na tyle dobrze przygotowanych materiałów dowodowych przez prokuraturę i przez policję oraz, że organy śledcze nie były na tyle dobrze przygotowane materiałowo i wie pan, ja nie mogę tutaj oceniać wartości i wagi tych materiałów, którymi dysponowała prokuratura przekazując z wnioskami o areszt, jak również wnioskami, które niejednokrotnie powodowały śledztwo toczące się wiele lat. Są sytuacje, gdzie aresztowani siedzą po 5, 6, a nawet 8 lat do tzw. końca sprawy, sąd odrzuca wtedy wnioski, no i co? I jest lipa, ponieważ źle przygotowane są materiały przez organy ścigania i to jest już problem pomiędzy prokuraturą a sądami. Nie jest to dobre, jeżeli Ci, którzy mieli przygotować stosowne materiały obciążające przestępców byli na tyle nieudolni, że tego nie potrafili zrobić.

 

PC: A nie myśli Pan, że po prostu Ci ludzie z tej zorganizowanej grupy przestępczej wywierali w jakikolwiek sposób naciski?

 

KR: Nie. Nie sądzę, żeby wywierali naciski na sąd, bo takich możliwości raczej nie mają. Nie sądzę, żeby sędzia, który oceniał te materiały bał się przestępców. Jeżeli miałby obawy, zawsze mógłby poprosić o ochronę policji.

 

PC: Myśli Pan, że taka ochrona jest skuteczna?

 

KR: Sędzia Piwnik, kiedy swego czasu, oskarżała właśnie w dużym stopniu grupy zorganizowane z Pruszkowa, miała  ochronę grupy antyterrorystycznej.

 

PC: No dobrze, ale później ochrona taka wygasa i co?

 

KR: No wie pan, w zależności od tego to każdy, kto zaczyna być sędzią czy prokuratorem musi się również liczyć z tym, że w pewnym momencie może go dosięgnąć, niestety, ołów wysłany ze strony grup przestępczych - to się wkalkulowuje. Ja również doprowadzałem do zatrzymania wielu groźnych bandytów w naszym kraju, między innymi Jędrzeja, który został skazany na 25 lat więzienia. Między innymi zabójcę i porywacza pani notariusz z Oświęcimia, który również został skazany na 25 lat więzienia. Wiele osób dzięki naszym działaniom wylądowało w kryminale i to na długie lata. No i co? Żyję, daję sobie radę. Muszę postarać się z tym radzić. Jestem w gorszej sytuacji aniżeli sędziowie, którzy orzekają wyroki. Zawsze mogą coś zmienić, ja takiej możliwości nie mam. Muszę siebie chronić sam.

 

PC: A nie boi się Pan, że przyjdzie taki czas, że Pan się odwróci i ktoś powie: "Nie, nie, nie Krzysiu, przegiąłeś” i załatwi Pana lub wynajmie płatnego zabójcę?

 

KR: To zawsze jest możliwe, tego nie możemy wykluczyć, ale robiąc cokolwiek nie myślimy o tym, ponieważ wykonujemy to, co robimy w należyty sposób, tyle.

 

PC: Może mi Pan opowiedzieć o jakiejś swojej najbardziej skomplikowanej akcji, którą Pan prowadził?

 

KR: Proszę pana, każda akcja, która jest prowadzona jest inna. Tutaj nie można uogólniać pewnych rzeczy. Możemy powiedzieć o działaniach, podczas których doprowadziliśmy do zatrzymania Jędrzeja w Budapeszcie. Moi pracownicy byli przez dwa tygodnie na terenie Budapesztu i przygotowywali akcję zatrzymania. Mieliśmy informację, że może być w solarium, może być w danym miejscu, no i został przez nas zatrzymany, ponieważ każdej niedzieli miał spotkanie na tzw. basenach kajzerowskich, których było 7 i około 250 saun. Proszę sobie wyobrazić jaki to był obiekt! Było 7 wyjść i wszytko trzeba było obstawić, no i oczywiście policja z Budapesztu doprowadziła do tego, że zatrzymała przed nami… Nie tę osobę, która my wskazywaliśmy, ponieważ chcieli być pierwsi. Niestety  w pewnym  momencie, kiedy Jędrzej wyszedł i oczekiwał na swoją dziewczynę na przystanku autobusowym, podjęliśmy natychmiast działania. Mieliśmy do dyspozycji samochód oznaczony jako taksówka z Budapesztu. Nasi agenci wyskoczyli z tego auta, położyli go na ziemię, zakuli w kajdanki. Policjanci stanęli i się patrzyli, patrzyli się policjanci z komendy głównej z Budapesztu i ci z komendy głównej z naszego kraju. Nasi policjanci, którzy go poszukują rozłożyli ręce i powiedzieli: "Ale my nie jesteśmy pewni, to może nie być Jędrzej." Modlili się składając ręce do Boga, żeby to nie był Jędrzej, bo to była kolejna kompromitacja polskiej policji….


PC: Dlaczego policyjna skuteczność jest tak znikoma. Na czym to polega, bo nie rozumiem?


KR: Policjanci informacje, które posiadają, posiadają od informatorów albo z przypadku albo z aresztów wydobywczych albo z zatrzymania jakiegoś nygusa, który się rozpruje i opowie parę historyjek. W związku  tym, ta robota policyjna jest na bardzo niskim poziomie. Agentura jest totalnie położona. Wie Pan, to są wszystko zależności historyczne. Rzadko który człowiek, chce współpracować z policją jako agent, który jest w grupie przestępczej, ponieważ jak Pan wie, Macierewicz swego czasu, ujawnił listę agentów służb bezpieczeństwa. Bycie agentem staje się ryzykowne, ponieważ przyjdzie nowa władza, która też ujawni agentów i będzie wtedy lipa, bo gość jest wyświetlony z imienia i nazwiska. W związku z tym, z przykrością muszę powiedzieć, że agentura w polskiej policji, jeżeli chodzi o poznawanie grup przestępczych, jest rozłożona na łopatki, na własne życzenie decydentów, którzy nie potrafią uszanować tzw. kapusia/denuncjatora/agenta. My policji dajemy na tacy osoby, które są poszukiwane niejednokrotnie listami gończymi czy dajemy informację o poszukiwanym listem gończym przez 15-ście lat przestępcy, a policja wpisuje wtedy na swojej stronie „wielki sukces policji, po 15-stu latach zatrzymany człowiek!” A zatrzymywało go biuro Rutkowskich, prawda? Problem polega na kiepskiej organizacji - zatrzymania są zazwyczaj przypadkowe albo niestety z tzw.  aresztu wydobywczego, gdzie jest targ: „ja dam wam to a wy mnie wypuście 3 miesiące, 4 miesiące, pół roku czy rok wcześniej”. Myk jest na zasadzie handlu i kupczenia informacjami, co się w Polsce często zdarza.


PC: Podobno Pan płaci swoim informatorom w wysokości od 500 euro do 40 tysięcy złotych za przydatne informacje.

 

KR: Propozycja moja była większa niż 40 tysięcy złotych. 


PC: 40 tysięcy euro.  


KR: Tak, 40 tysięcy euro to była moja propozycja za informacje o porwaniu Polaków na terenie Słowacji. Niestety, osoby, które były w światku przestępczym, nie poszły z nami na układ. Niemniej jednak i tak doprowadziliśmy do tego, że oni się później odnaleźli.


PC: A można wiedzieć, czy płaci Pan to ze swojego prywatnego budżetu, czy jak to wygląda?


KR: Nie ma budżetu ze skarbu państwa, tylko  to są moje pieniądze. Po prostu z tego, czym dysponuje firma „RUTKOWSKI”.


PC: Jakich czynów dopuszczają się najczęściej ludzie ze zorganizowanych grup przestępczych/mafii?


KR: Proszę Pana, przedział przestępstw jest szeroki: od wymuszeń rozbójniczych, czyli tzw. "ochrony na siłę" (sklepikarzy, różnego rodzaju firm),  po handel żywym towarem, po sutenerstwo, po handel narkotykami, handel i obrót kradzionymi pojazdami, praktycznie wszystko to, na czym można zarobić. To są główne źródła utrzymania zorganizowanych grup przestępczych. W zależności od tego gdzie i jakie są potrzeby.


PC: Komu polscy przestępcy sprzedają broń?

KR: Jeden z największych gangsterów i dzięki nam, też ta osoba została zatrzymana, a mianowicie Jan R.,  pseudonim Kulawy - sprzedawał broń i materiały wybuchowe dla IRA, która dokonywała aktów terroru na terenie Belfastu. Dostał dożywocie za zamordowanie dwóch mężczyzn i przemielenie ich przez maszynkę do mięsa. Najprawdopodobniej ich przemielone ciało rzucił lisom, dlatego patologowie nie byli w stanie odkryć tkanki ludzkiej w młynku do mięsa, bo były tam fragmenty krów, świń itd. 


Źródło: http://gdesz.com/fotoreporter/wp-content/uploads/2012/02/Rutkowski_004.jpg

PC: Był taki moment, w którym Pana życie było zagrożone bardziej niż zwykle? Np. dostał Pan kulkę?


KR: Nie dostałem kulki, ale byłem zastraszany i to bardzo poważnie. Jeden z funkcjonariuszy policji podsłuchał, że bandyci próbują uprowadzić moją córkę, która przyjechała na wakacje do moich rodziców z Wiednia.  Policja jednak zajęła się nie bandytami, tylko sprawdzaniem zasadności tego, co powiedział policjant. Spytałem wtedy komendanta, który zajmował się tą sprawą:
 „Panie komendancie, jeżeli moja rodzina była zagrożona to, dlaczego Wy zaczęliście badać zasadność informacji policjanta, a nie być może zagrożenie życia mojego dziecka"? Komendant odpowiedział mi, że on o tym nie wiedział. Sądzę, że to było nabranie wody w usta…


PC: Jak Pan się odnosi do wyroku z 2012 roku, który skazuje Pana na 1,5 roku pozbawienia wolności za uczestnictwo w śląskiej mafii paliwowej?


KR: Trudno powiedzieć "za uczestnictwo w śląskiej mafii paliwowej". Jak Pan wie, została mi zdjęta grupa zorganizowana i uczestnictwa niejako w mafii paliwowej nie mam.


PC: Prokurator zarzucił udział, ale okazało się, że nie było dowodów - tak czytałem.


KR: Dokładnie tak, nie było dowodów. Sąd apelacyjny oddalił ten zarzut, który był przeciw mnie skierowany. Powiem jeszcze więcej: ja nie przegrałem tej rundy do końca, jestem dalej na ringu
 i ostatnia runda będzie w sądzie najwyższym. Tak jak sąd pierwszej stancji skazał mnie na 2.5 roku, sąd drugiej stancji skazał mnie na 1.5 roku, a co powie sąd najwyższy? Zobaczymy. Ja nie jestem jeszcze do końca, tak jak powiedziałem, przegrany. Sądzę, że sąd przychyli się do wniosku mojej obrony, który wnosi o przedterminowe zwolnienie ze względu na dobrą opinię, liczne działania, które zostały przeprowadzone pomiędzy moim wyjściem z aresztu a chwilą obecną. Jest wiele podziękowań, które otrzymałem od różnych instytucji i tych mniej/ bardziej budżetowych, i tych bardziej kościelnych. Jest wiele osób, które mi te podziękowania przekazały. W związku z tym, tak jak powiedziałem, tutaj jest na tyle jasna sytuacja, że wie Pan, trudno mi się odnieść całkowicie. Fragmentarycznie powiem tak, jak powiedziałem na łamach telewizji „sprawiedliwości stało się zadość” . Co będzie dalej, zobaczymy. Tak jak powiedziałem: Sąd najwyższy podejmie końcową najważniejszą decyzję.


PC: Miał Pan styczność z ludźmi z show biznesu, którzy łamali prawo?


KR: Pewnie, że tak! Mieliśmy styczność z takimi ludźmi. Między innymi zatrzymaliśmy aktora, który był konferansjerem i aktorem w kabarecie, bodajże „KMITY” z Krakowa. Była to znana postać w show biznesie, która została zatrzymana przez moich agentów, kiedy próbowała wyłudzić pieniądze od innego konferansjera, którego straszył, że go zabije, że mu gardło poderżnie itd. Doszło do zatrzymania tego aktora. Również ludzie z show biznesu potrzebują pomocy. Z resztą, jak Pan słyszał i śledzi Pan tutaj nasze wydarzenia, sprawa dotyczyła Edyty Górniak. Z resztą,  Pana w jakiś sposób rodaczki, która była zmuszana do określonych zachowań, padła ofiarą szantażu. Doprowadziliśmy do zatrzymania dwóch sprawców nota bene z Opola. Ostatnio sprawa też głośna: zatrzymanie sprawców, którzy próbowali wymusić, sprzedać materiał kompromitujący dotyczący Cezarego Pazury.


PC: Szantaż Cezarego Pazury polegał na taśmach seks video, tak?


KR: Dokładnie tak. Dokładnie polegał na tym samym, na czym polegał szantaż Edyty Górniak.


PC: Wcześniej jeszcze rozmawialiśmy o mafii i to pytanie mi umknęło. Pan pewnie wie dużo
 o „MASIE”, myśli Pan, że instytucja świadka koronnego jest skuteczna?


KR: Uważam, że to instytucja, która w Polsce nie przekłada się na prawidłowy odbiór i oceny materiałów, które przekazują świadkowie koronni. Świadek koronny to jest instytucja, która potrafi
z księdza zrobić bandytę, a z bandyty robi księdza. I muszę Panu powiedzieć, że brałem udział osobiście (i to też jest sprawa medialna), w zatrzymaniu niejakiego Grubego, świadka koronnego ze śląska, który proszę Pana pomówił 50 osób i starał się od wielu tych ludzi brać pieniądze. Był również oskarżony mężczyzna z Turawy, pod Opolem (z resztą jak Pan wejdzie na stronę „Państwo w Państwie”, to Gruby jest dość mocno wyświetlany). Ostatnio wskazaliśmy również Marka B., który był świadkiem koronnym łódzkiej ośmiornicy, pomówił wiele osób. „Świadek koronny” jest to instytucja, która daje bandytom możliwość wyjścia na wolność kosztem niejednokrotnie niewinnych ludzi, których aresztuje prokuratura tylko i wyłącznie na bazie zeznań świadka koronnego. Głupi prokurator, głupia prokuratura niejednokrotnie wierzy świadkowi koronnemu, niczym  Panu Bogu, niczym księdzu i to jest błąd! I to jest problem instytucji świadka koronnego.


PC: Co trzeba zrobić aby dostać się na stanowisko antyterrorysty u Pana?


KR: Przede wszystkim trzeba być uczciwym. Trzeba mieć pojęcie w głowie, za to, co się robi. Spokój
i myślę, że ludzie którzy razem ze mną są i razem ze mną wykonują roboty, muszą być przede wszystkim opanowani i mieć poukładaną logikę w głowie. Tu nie chodzi o to, żeby być rewolwerowcem z dzikiego zachodu, bo to ma krótkie nogi. Chodzi o to, żeby myśleć, być rozsądnym, żeby podejmować decyzje w sposób trafny - niegłupi.


PC: Czy od zawsze chciał Pan zostać detektywem? Czy chciałby Pan robić coś innego?


KR:  Zawsze chciałem robić to, co robię i nie chodzi o to, czy byłbym detektywem, czy policjantem. Jest pewna zasada, która została wpojona w moją osobowość. Mój Ojciec pracował w milicji, od małego przygotowywałem mu motocykl milicyjny na przegląd, przygotowywałem mu samochód, pomagałem mu, wychowywałem się i mieszkałem w komisariacie milicji. Wie Pan, to do czegoś zobowiązuje. Jest niemieckie dobre przysłowie: „EINMAL POLIZIST, JEMAND POLIZIST”  - raz policjant, zawsze policjant. I z tego nie da się wywinąć. Jeżeli  człowiek chce mieć jakiś kierunek w życiu
i wybuduje sobie pewnego rodzaju przestrzeń, w której żyje, w której istnieje i robi to świadomie,
i robi to z całego serca, i umysłu to ma tego wyniki. Być może jestem tego przykładem.  Muszę powiedzieć, że staram się mieć swoich naśladowców. Jeżeli dzieci bawią się na podwórku
w Rutkowskiego i złodziei, to musze panu powiedzieć, że jest to dobry sygnał i dobry znak na to, że pozostawiłem coś po sobie, co z pewnością nie pójdzie w nicość a zostanie na długie lata zapisane
w historii z walką z przestępczością zorganizowaną.

 

PC: Dziękuję bardzo za wywiad

KR: Dziękuję i pozdrawiam.


http://www.patriot24.net/

 

 

Wyświetlenia: 3521
Proponowane artykuły