Wolne-dziennikarstwo.pl - [Kulturalne Opole] ‘Nie chcemy z widzów robić ludzi, którzy nie potrafią odbierać sztuki filmowej’ – wywiad z organizatorem 'Kina w Mieście' – Rafałem Mościckim
wolne dziennikarstwo


W ramach obchodów Dni Opola już w czwartek na opolskim Rynku ruszy "Kino w Mieście". O idei projektu i tegorocznych filmach opowiedział nam prezes Stowarzyszenia Opolskie Lamy – Rafał Mościcki.


Skąd wziął się pomysł na to, żeby wyjść z kinem na ulicę?

Kino było dawniej wydarzeniem jarmarcznym, czyli wychodziło do ludzi. Gdy pojawił się kinematograf, to spędzał on sen z powiek wszystkim aktorom i twórcom, ponieważ nagle pojawiło się kino, które stało się najlepszą rozrywką na świecie. Pomyśleliśmy sobie, że skoro kino opuszcza Opole tak brutalnie - żeby ludzie nie siadali przed telewizorami, czy przed komputerami, żeby mieli możliwość wspólnego oglądania filmów – warto wyjść z kinem do miasta. Tak zrodziło się Kino w Mieście, które na początku było samodzielną imprezą, a potem bardzo szybko stało się częścią Dni Miasta Opola.

Czyli można powiedzieć, że skoro ludzie nie chodzili do kina, to kino przyszło do nich?

Tak się dosyć często zdarza, bo próbujemy wchodzić w różne przestrzenie w ramach festiwalu. Często wychodzimy do ludzi, licząc na to, że spotkamy przypadkowego widza -   aczkolwiek będziemy bardzo dumni z tego, jeśli pojawią się widzowie, którzy będą specjalnie przychodzili do Kina w Mieście, bo zawsze lepiej jest oglądać filmy razem, wspólnie, zwłaszcza ze względu na wydarzenia jakie ostatnio próbujemy robić, a mianowicie filmy nieme z muzyką na żywo.


Jakie filmy będziemy mogli w tym roku zobaczyć?

W tym roku zaczynamy komediowo i francusko, czyli Dany Boon i „Nic do oclenia”. Następnego dnia trochę proroczo, bo planowaliśmy to na jesień, ale nikt nie przypuszczał, że to będzie teraz na topie, a mianowicie film ukraiński „Cwaniak” z roku 1926, gdzie muzykę na żywo zagra Marcin Pukaluk – jeden z najlepszych multiinstrumentalistów, który tworzy muzykę filmową, znany na całym świecie. Zaraz po tym zagramy film „Whisky dla aniołów” jednego z najwybitniejszych brytyjskich reżyserów – Kena Loacha. Film także lekko ironiczny, radosny, więc nie będzie smutno w Kinie w Mieście w tym roku.

Co właściwie decyduje o wyborze tych filmów?

Wybieramy to co jest nośne. Nie chcemy bowiem z widzów robić ludzi, którzy nie potrafią odbierać sztuki filmowej. Zawsze proponujemy dzieła ambitne, nie chcemy żeby to były filmy łatwe, proste i przyjemne. Chcemy mimo wszystko przemycić dobre kino, dobrych reżyserów.

Można powiedzieć, że decyduje gust organizatorów i widowni?

Może nie gust organizatorów, bo staramy się też wypytywać widownię. Wypytujemy  także wszystkich innych, którzy z nami współtworzą to wydarzenie. Jak się okazuje, nasze wybory są dosyć trafne, bo również na kinie letnim pojawiają się tłumy ludzi. Publiczność tych filmów oczekuje, a nie może zobaczyć ich w kinie, bo w kinie przechodzą one jak burza.

Film niemy pojawia się już po raz kolejny.

To już jest drugi raz. W zeszłym roku był „Generał” Bustera Keatona i zespół Bipolar Bears. Tym razem wystąpi Marcin Pukaluk, który zagrał nam wcześniej do „Mocnego człowieka”, polskiego filmu przedwojennego.

Czyli wygląda na to, że mimo, iż są to filmy nieme, to nadal trafiają do widzów?

Tak, trafiają. Kino w mieście jest już wielkim wydarzeniem, a do tego jeszcze grana na żywo muzyka do filmu, gdzie ludzie mogą przeżyć ten komfort takiego współtworzenia, współdziałania obrazu z dźwiękiem.

Co czeka widzów oprócz projekcji filmowych?

Mnóstwo konkursów, akcji, które będą propagowały kino, mówiły o nim, robiły modę na kino. Będzie karaoke 50+ dla ludzi starszych oraz dużo konkursów i quizów filmowych.

 

Wyświetlenia: 1513
Proponowane artykuły