Wolne-dziennikarstwo.pl - [Wywiad] Ola Mały: 'To, że samorząd ma jakąś władzę to bajka. Jest to zaledwie organ rektora (...) Jeśli udało się nam zrobić coś więcej, to tylko dlatego, że o to walczyliśmy'
wolne dziennikarstwo



Aleksandra Mały - Aktywna już od pierwszego roku w Radzie Wydziału, następnie członek Parlamentu Studenckiego oraz Senator UO. Była kierownik sekcji kultury w SSUO. Twórca Teatru Studenckiego.


------------------------------

Wstęp:

Za kilka miesięcy kończy się ostatnia kadencja obecnego samorządu, z tego względu warto dopytać byłych już samorządowców o to jak oceniają swoich następców, ale również o to jak żyje się w „dorosłym” świecie. O realiach pracy w SSUO, bezsensownych kierunkach, pracy na studiach oraz pięknych wspomnieniach, rozmawiamy dziś z Aleksandrą Mały. Byłą kierownik sekcji kultury w SSUO.

------------------------------


Michał Kosel: Ile to już czasu minęło od ostatniej aktywnej styczności z działalnością w SSUO?

Aleksandra Mały: Niemal 4 lata minęły od ostatniego roku, gdzie czynnie działałam jako kierownik sekcji kultury w SSUO.

MK: Jak oceniasz to, co obecnie dzieje się w Samorządzie? Kontynuują Waszą wizję?

AM: Ciężko jest mi oceniać dzisiejszą działalność SSUO, gdyż nie ma mnie w Opolu od dwóch lat. Jednak z obserwacji facebook’owej widzę, że nasze marzenia posiadania własnego miejsca na kampusie akademickim się spełniło. To nasza kadencja wystarała się o zbudowanie Studenckiego Centrum Kultury. Nie wygląda dokładnie tak jak sobie wyobrażaliśmy, ale to zawsze dużo więcej niż wcześniej. Zmienił się również obraz samego kampusu, lecz czy na lepsze, ciężko powiedzieć. Zapewne sama estetyka się poprawiła, choć polemizowałabym czy jest lepiej dla samych studentów.


MK: Co nie zostało zrobione, a co zostawiliście swoim następcom?

AM: Na pewno kontynuowane są niektóre cykle zapoczątkowane przez nas, takie jak "Wielkie Grillowanie". Są to mało znaczące imprezy, jednak sentyment pozostał. Szkoda mi natomiast tych ciekawszych i trudniejszych do zrealizowania wydarzeń, np. kulturalnych wtorków, czy kręcenia filmów dowolną metodą na Kulturaliach. Czy czegoś nie zrobiliśmy za swojej kadencji, jest mi ciężko powiedzieć - życie akademickie ma swój dosyć specyficzny rytm i SSUO wbrew pozorom musi się ściśle temu rytmowi podporządkować. To, że samorząd ma jakąś władzę to bajka. Jest to zaledwie organ rektora, dzięki któremu ma on możliwość dyrygowania naszymi działaniami. Jeśli udało się nam zrobić coś więcej, to tylko dlatego, że o to walczyliśmy, czy wykłócaliśmy się o pieniądze. Zresztą w tych kwestiach się nie wypowiadam ze względu na brak upoważnienia, co nie zmienia jednak faktu, iż objęliśmy SSUO po poprzedniej kadencji z bardzo minusowym kontem i zrobienie czegokolwiek ponad normę graniczyło z cudem.


MK: Jak się żyje po drugiej stronie? Praca, obowiązki? 

AM: Po drugiej stronie żyje się źle! Trzeba być dorosłym, mniej się wygłupiać, kreatywność jest zabijana, dlatego radzę: NIE DORASTAJCIE! A poważniej, takie niestety czasy nastały, że pracodawcy robią z nami czego dusza zapragnie. Chcą żebyśmy stanęli na rzęsach, to stajemy i już, bez zbędnych wymówek. Mogę się natomiast pochwalić, że zaraz po studiach bardzo przydały mi się wszystkie umiejętności jakie posiadłam tu i ówdzie, oczywiście dzięki UO. Akurat tak się złożyło, że nadal zajmowałam się organizacją imprez, więc z deszczu pod rynnę. SUPER. No i Opole, też super. Nadal odwiedzałam mój ukochany kampus, obserwowałam i uczestniczyłam w życiu studenckim, które dla mnie niestety się już skończyło. Obecnie mieszkam w Częstochowie, jestem głównym kierownikiem remontu ganz-nowego mieszkania, a w czasie wolnym pracuję jako motywator w korporacji eventowej. Tu przynajmniej jestem kim chcę, mogę trochę poaktorzyć, poszczerzyć zęby, zabrać na piwko pracowników albo wymyślać jak mogą spędzić wolny czas. Tak! Za takie rzeczy płacą, też byłam zaskoczona.


MK: Czy aktywność na studiach pomogła Ci się znaleźć tam, gdzie obecnie jesteś?

AM: Aktywność na pewno ukształtowała mnie taką, jaką jestem w chwili obecnej. Trzeba pamiętać, że wszelkie wybory, zawierane znajomości, nawet takie, których później żałujemy, wpływają na naszą osobowość i charakter, a wszystko co przeżywamy pozostawia w nas pewną cząstkę. Odpowiedź moja powinna brzmieć: tak, jak najbardziej.


MK: Co według Ciebie było najważniejszym aspektem studiów, a co całkowicie zbędnym z punktu widzenia czasu?


AM: Jeśli chodzi o sam kierunek (studiowałam animację kultury; arteterapię z animacją kultury), to całkowicie zbędne, nie było nic. No może oprócz ludzi, którzy przyszli postudiować animację, bo przecież to łatwy kierunek, a pięć lat miło zleci głównie na zabawie. Trzeba jednak pamiętać, że jakikolwiek artystyczny kierunek w teorii nie da Ci nic. Trzeba działać, wymyślać, robić cokolwiek co jest zabawą przez sztukę. Trzeba podejmować się organizacji różnego typu wydarzeń, chodzić na wolontariat, pracować z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, a także sprawdzić się jako artysta wewnątrz i z zewnątrz, zarówno na scenie, jak i pod sceną. Jak sobie przypomnę co robiłyśmy wspólnie z moją koleżanką ze studiów, na twarzy sam pojawia się szeroki uśmiech. Potrafiłyśmy na przykład o czwartej w nocy wyjść do centrum Opola, odrysować kredą "zwłoki" na ulicy od siebie samych w kilku miejscach, zrobić plamy krwi ketchupem i obserwować później porannych przechodniów, zaskakując przy tym siebie własnymi pomysłami. Dziś może nie brzmi to już dla mnie tak ciekawie jak kiedyś, ale pamiętam, że nasze "zwłoki" były w gazetach, a ludzie byli naprawdę przejęci. Nikt nie wiedział co, czemu, kiedy… I to było fajne! Cieszyło nas to, że możemy zaszokować kogoś tak prostą rzeczą.

MK: ...A zbędnym?

AM: Ilości pochłanianego przez studentów alkoholu były zbędne! (śmiech). A poważnie, bardzo nie podobało mi się, że ludzie nie dbają o czystość na kampusie, zaśmiecają własne podwórko, na które wrócą następnego dnia. Starałam się z tym walczyć przed SSUO, w trakcie i po. Raz nawet dostałam w twarz od jakiegoś miłego Pana, który akurat studentem nie był ale postanowił, spędzić swój wolny czas w przestrzeni studenckiej zostawiając nam bardzo cenne butelki, zgrzewkę po kiełbaskach i inne dobrodziejstwa. Jak zwróciłam mu uwagę to się zaraz prawie o 180 stopni obróciłam, no ale ale! oddałam! (śmiech) przecież ja zawsze staram się nie być dłużna czy to w słowach czy czynach. Historia nie warta opowiedzenia w całości, więc na tym skończę. Wiem, że problem śmiecenia nadal nie jest rozwiązany, a kampus został prawie w całości wyłączony jako ośrodek rekreacyjnego picia złocistych napoi, czy spożywania skwierczących kiełbasek.


MK: Czy jest coś czego żałujesz?

AM: Z pewnością żałuję, że nie studiowałam drugiego kierunku w jednym czasie, ponieważ teraz jest już na to za późno (choć ponoć na naukę nigdy nie jest za późno). W kwestii samorządu żałuję braku wystarczającej ilości środków i możliwości, uczelnia nakładała na nas bowiem konkretne ograniczenia. Kiedy robiliśmy coś ponad, wzbudzało to nieuzasadnione kontrowersje i dochodziło do sytuacji kiedy na przykład o naszych działaniach pisała znana gazeta w kategoriach "co robią studenci z pieniędzy podatników", co w moim mniemaniu mijało się z prawdą. Z biegiem czasu staram się jednak pamiętać pozytywne rzeczy - a tych było dużo więcej - i tak też chcę to wspominać, jako najlepszy czas w moim życiu. Wielu świetnych ludzi i uroki młodości, tej chmurnej i gburnej!



Więcej opinii w temacie Uniwersytetu Opolskiego znajdziesz na profilu Twitterowym autora:


Wyświetlenia: 1529
Proponowane artykuły