Wolne-dziennikarstwo.pl - Costelinha de Porco na chłodno
wolne dziennikarstwo


Mundial nierówności

Faza grupowa zauroczyła niewątpliwie wszystkich. Zarówno starych futbolowych wyjadaczy, jak i laików gromadzących się przed odbiornikami wyłącznie w trakcie dużych imprez. Podniecali się dziennikarze, huczał facebook i twitter: „Najlepszy Mundial od dawna!”. Jest to zdecydowanie prawdą, mnóstwo emocji, zwroty akcji, ładna ofensywna piłka, gra która zaowocowała aż 136 bramkami, co daje średnią 2,83 gola na mecz. Jeden z lepszych wyników w historii. Ale żeby nie było tak kolorowo, to faza pucharowa zawiodła. Wprawdzie można się było tego spodziewać, bo zwykle mecze play-off drużyny traktują z dużą dozą ostrożności. Tym razem były jednak aż nadto przezorne. Zaledwie 35 bramek w 16 meczach, średnia 2,18 gola na spotkanie. Było to trochę jak spadnięcie z wysokiego kłusującego konia. Niektóre spotkania w tej fazie owszem się wyróżniały, w jednym z półfinałów padło nawet 8 bramek, ale większość spotkań dla tzw. „niedzielnych kibiców” atrakcyjna być już nie mogła.

Mundial Ameryki Łacińskiej

Ze swojej grupy nie zdołał wyjść jedynie Ekwador. Pozostałe pięć ekip awansowało do kolejnej fazy turnieju. Zachwycający football grała Kolumbia i Chile. Pierwsi przy odrobinie szczęścia mogli rozprawić się z Brazylią i mierzyć w półfinale z Niemcami. Jestem przekonany, że nie staliby na straconej pozycji. Drudzy podobnie, z tą jednak różnicą, że po ewentualnym pokonaniu Brazylii graliby z... Kolumbią. Rezultaty w meczach grupowych tak ustawiły drabinkę drugiej fazy turnieju, że właśnie dochodziło do takich „bratobójczych”  pojedynków. Rozpędzająca się dosyć powoli Argentyna znalazła się w przeciwległej części turniejowej drabinki i to ona zaszła najwyżej spomiędzy drużyn ze swojego kontynentu, bo aż do finału. Brazylia wybitnej piłki nie grała, ostatnie dwa mecze można delikatnie nazwać katastrofą, ale czwarte miejsce w światowym czempionacie za najgorsze uznać nie można. Wyniki tych zespołów świadczą o tym, że południowoamerykańska piłka nożna ma się coraz lepiej.

Mundial odkurzonych piłkarzy

Panowie odpoczywali już mocno przykurzeni na strychu światowego footballu, a na najważniejszej imprezie 4-lecia prezentowali się niczym młodzieńcy w szczytowej formie. Udało mi się wyłapać czterech jegomościów pasujących do wyżej wymienionego schematu. Rafa Marquez – 35 latek, który najlepsze lata kariery ma już za sobą, na mistrzostwach prezentował się wręcz wzorowo. Były stoper Barcelony, obecnie gracz meksykańskiego Club Leon grał niesamowicie pewnie, skutecznie i rozsądnie. Wyśmienicie dyrygował defensywą swojej drużyny, a przy stałych fragmentach gry siał postrach w polu karnym przeciwnika. W spotkaniu z Chorwacją zdobył nawet bramkę. Jego Meksykowi zabrakło dosłownie 6 minut, żeby awansować do ćwierćfinału kosztem Holandii. Drugim z graczy będzie właśnie Holender, mianowicie Dirk Kuyt. 33 letni gracz tureckiego Fenerbahce, niegdyś zawodnik Liverpoolu. Nominalnie boczny ofensywny pomocnik, w tym turnieju przez trenera Van Gaala ustawiany był na pozycji... bocznego obrońcy. No może nie do końca, bo w taktyce 3-5-2 (czy jak kto woli 5-3-2) mówi się o wahadłowych. Niemniej jednak ważne zadania defensywne również trzeba wypełniać. On wykonywał znakomicie zarówno te obronne, jak i ofensywne. A dodatkowo, z czego zawsze był znany, na boisku zostawiał całe serce. Miroslav Klose – był jedynym nominalnym napastnikiem w drużynie mistrzów świata. Nie grał we wszystkich spotkaniach, ale zdobył 2 bramki, swoją 15 i 16 w Mistrzostwach Świata, dzięki temu przeszedł do historii jako najlepszy mundialowy strzelec wszechczasów. Ostatni gracz w zestawieniu może nie do końca będzie pasował do poprzednich, bo jest to Javier Mascherano. Dopiero 30 letni podstawowy gracz Barcelony, logicznie rzecz biorąc, nie powinien się tutaj pojawić, a jednak. Z potrzeby przesunięty w klubie przez Guardiolę ze środkowego pomocnika na pozycję stopera i nie czuł się tam najlepiej. W reprezentacji gra już na swojej nominalnej pozycji i wychodziło mu to wybornie. Najlepszy mecz w jego wykonaniu to bez wątpienia starcie z Holandią, a tam Argentyna gładko przechodziła z formacji 4-3-3 do 5-2-3, gdzie Mascherano grał w środku pomocy, a przy przejściu na pięciu obrońców znajdował miejsce między stoperami. Bardzo elastyczny taktycznie gracz, większość akcji ofensywnych zaczynało się od niego, a w defensywie miał 100% skuteczność, gdzie kilka razy interweniował idealnymi wślizgami. Zdecydowanie jego turniej.

Mundial Jamesa

Król strzelców turnieju: 6 bramek i 2 asysty w 5 meczach – statystyki marzenie. Jego gol z Urugwajem został uznany za najładniejszą bramkę mistrzostw. Nie dziwota, że od razu po zakończeniu turnieju zgłosiły się po niego największe piłkarskie firmy, na czele z Realem Madryt, który w ostatnich dniach ogłosił pozyskanie Jamesa i zaprezentował jako swojego zawodnika. Koszt jego karty zawodniczej miałby wynieść bagatela 80 mln. euro. Rodriguez bynajmniej nie jest piłkarzem znikąd, mimo młodego wieku (rocznik 1991) z powodzeniem występuje w Europie już od 2010 roku. Jako zawodnik FC Porto trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Portugalii. Rok temu przeniósł się za potężne pieniądze do AS Monaco (45 mln euro). W lidze francuskiej nie spuścił z tonu i jako najlepszy asystent trafił do jedenastki sezonu. Wracając do Mundialu. W mojej opinii zaczął go słabo, w pierwszym i po części też w drugim spotkaniu zdecydowanie nie prezentował tego co potrafi. Przegrywał indywidualne pojedynki, nie był aż tak produktywny. Możliwe, że czuł ogromną presję, to on przecież miał poprowadzić Kolumbię do jak najlepszego miejsca, to jego Carlos Valderrama namaścił swoim następcą. W pełni rozbłysnął w meczu z Japonią. Stał się liderem, był kreatywny, asystował, strzelał, pokazał wszystkie swoje najlepsze walory. Tak było już do końca turnieju, a miało to miejsce w meczu ćwierćfinałowym z Brazylią, gdzie również prezentował się wybornie, jednak było to zbyt mało, żeby awansować dalej. Po meczu pocieszali go i gratulowali mu przeciwnicy i kibice przeciwników. To musi coś znaczyć.

Mundial sensacji

Trzy europejskie potęgi musiały pakować się do domów już po trzech meczach. Hiszpania nie uniosła presji, Del Bosque dokonywał fatalnych wyborów personalnych (brak w kadrze Negredo i Navasa, sadzanie na ławce Koke i Juanfrana). Drużyna prezentowała się katastrofalnie, a na „dzień dobry” Holendrzy zaaplikowali im 5 bramek. Przypomnę, że Hiszpanie byli obrońcami tytułu, dodatkowo wygrali ostatnie dwa turnieje o Mistrzostwo Europy i niezmiennie byli w gronie faworytów do ostatecznego tryumfu również w Brazylii. W grupie D natomiast los Hiszpanów podzielili Włosi i Anglicy. O ile „synowie Albionu” nie byli w najwyższej formie przed turniejem i nikt głośno nie mówił o ich sukcesie, to reprezentację Italii nieśmiało stawiało się w gronie faworytów. „Azzurri” po pierwszym bardzo dobrym meczu mieli co najmniej wyjść z grupy, jednak były to ich jedyne punkty w turnieju, bowiem zarówno z Urugwajem, jak i Kostaryką przegrali i musieli pożegnać się z turniejem. Tutaj gładko można przejść do Kostaryki, która była największym objawieniem mistrzostw, a zarazem największą sensacją. Zespół znikąd, z przeciętnymi zawodnikami nie miał prawa wygrać „grupy śmierci”, a jednak to zrobił. Determinacja, wola walki i ogromne zmotywowanie było tutaj kluczem do sukcesu. Zespół z malutkiego kraju w Ameryce Środkowej w turnieju stracił zaledwie dwa gole (nie licząc serii rzutów karnych), w tym jednego z rzutu karnego. Zakończyli turniej na ćwierćfinale, a mało brakowało żeby awansowali do najlepszej czwórki kosztem późniejszych brązowych medalistów – Holandii.

Mundial bramkarzy                             

Dużo goli i „mundial bramkarzy”? Ano tak. To co wyprawiali niektórzy goalkeeperzy broniąc swoje drużyny przed utratą bramki mogło przyprawić o gęsią skórkę. Tim Howard – w meczu 1/8 finału z Belgią obronił aż 16 strzałów zmierzających w światło jego bramki i tym samym ustanowił rekord udanych interwencji w historii Mistrzostw Świata. Kapitalny turniej rozegrał świeżo upieczony bramkarz Barcelony, kapitan Chile Claudio Bravo. Niezwykle pewny był także David Ospina reprezentujący barwy Kolumbii. Guillermo Ochoa fenomenalnie bronił m. in. w spotkaniu z Brazylią, która nie znalazła sposobu na strzelenie chociażby jednej bramki Meksykowi. Zawodnikowi z końcem czerwca wygasł kontrakt z francuskim Ajaccio, więc na pewno nie będzie narzekał na brak ofert pracy. Wybitnie bronił także Keylor Navas broniący dostępu do bramki największej sensacji mundialu – Kostaryki. W grupie pokonany został zaledwie raz i to z rzutu karnego. Drugą bramkę strzelił mu w doliczonym czasie gry w meczy 1/8 finału Papasthatopoulos. Przez 120 minut strzeżonej przez niego bramki nie potrafili sforsować Holendrzy. Na koniec ten, który już przyzwyczaił do swojej fantastycznej gry, jeden z najlepszych bramkarzy globu – Manuel Neuer. W całym turnieju skapitulował 4 razy, bronił pewnie i skutecznie, a każdy chyba zapamięta jego obrony na 25 metrze od własnej bramki w meczu z Algierią. Klasa.

Mundial TVP

Telewizja publiczna już od dawna przyzwyczaja do bardzo niskiej jakości swoich programów. Tak było i tutaj. Stali bywalcy rozgoszczeni w studiu, panowie – Wołek, Engel, Gmoch, Majdan i kilku innych. Każdy specyficzny. Engel dostosowywał swoje opinie do zmieniających się faktów, modyfikował je tak, żeby mieć zawsze rację. Rozmowy często bez głębszego sensu, wyłącznie zapychające czas antenowy. Przynajmniej Gmoch jak zwykle potrafił rozładować atmosferę, a jego „ta to jednak sexbomba jest” wejdzie niewątpliwie do kanonu. Lepiej nie było również na miejscu. Za mikrofonami ci sami komentatorzy i ci sami „eksperci” co zwykle. Dariusz Szpakowski jak zwykle mylący się i przekręcający nazwiska. Zupełnie nie potrafił komentować z partnerem, żadnej rozmowy, wymiany opinii, tylko typowe dla niego szarpane i urywane zdania, oraz ignorowanie kolegi obok. I największy jak dla mnie Jego mankament – komentarz radiowy w telewizji, bo od pana Szpakowskiego można było się dowiedzieć przede wszystkim tego, co każdy widział na ekranie. Reszta też nie lepsza. Jedynie pan Laskowski trzymał przyzwoity poziom. Ale hitem i tak było „Studio Plaża”. Krótkie pogawędki w specjalnie na tę okazję urządzonym studiu przeprowadzali celebryci-dziennikarze z celebrytami-niedziennikarzami. Istny armageddon. O footballu wypowiadali się tak znamienici eksperci jak: Maryla Rodowicz, Antoni Królikowski, Halinka Mlynkova, czy niejaka Margaret. Chyba nie muszę dodawać nic więcej.

Mundial Niemców

W końcu zdobyli tytuł. Czekali na mistrzostwo 24 lata. Po niepowodzeniach na przełomie wieków i całkowitej zmianie myślenia o footballu wreszcie postawili kropkę nad i. Od kilku lat zawsze w czołówce, ale nigdy na szczycie. 2006 rok – 3 miejsce w mistrzostwach świata, 2008 rok – wicemistrzostwo Europy, 2010 rok – 3 miejsce w mistrzostwach świata, 2012 rok – półfinał mistrzostw europy, dopiero 2014 rok – mistrzostwo świata. Trzeba jednak powiedzieć, że wynik ten rodził się w bólach. Mistrzostwa nie były spacerkiem. Przebieg turnieju w ich wykonaniu to sinusoida. Po zbiciu Portugalii w pierwszym meczu 4:0, przyszło spotkanie z Ghaną, gdzie Niemcy cały czas gonili wynik i ostatecznie zremisowali 2:2. Stany Zjednoczone pokonali zaledwie 1:0, mimo że przez cały czas kontrolowali wydarzenia w meczu. W 1/8 finału przyszło im stoczyć nadspodziewanie zacięty bój ze skazaną na pożarcie Algierią. Gdyby zespół z Afryki wykorzystał nadarzające się okazje, mógłby sensacyjnie odprawić faworytów, jednak wszystko co mógł robił Neuer i to on uratował swój zespół od kompromitacji. W meczu ćwierćfinałowym z Francją, Niemcy pokazali już swoje dobre oblicze, mimo że wygrali tylko 1:0, to fantastycznie zneutralizowali „trójkolorowych” nie pozwalając ani na moment, by ci przejęli inicjatywę. Półfinałowy pogrom Brazylii był manifestacją ogromnej siły jaką dysponują Niemcy. Wynik 7:1 z gospodarzem turnieju na wszystkich zrobił piorunujące wrażenie. Jednak mylili się ci, którzy wieszczyli powtórkę w meczu finałowym i dekorowali już Niemców złotymi medalami. Owszem ostatecznie to oni zwyciężyli, ale było to bardzo wyrównane spotkanie, Argentyna postawiła bowiem niezwykle trudne warunki. Z mistrzostwa cieszyli (i nadal pewnie cieszą) się Niemcy, którzy nie zagrali równego turnieju, ale w najważniejszych momentach przechylali szalę na swoją korzyść, a patrząc całościowo, to pomimo kilku mniejszych wpadek prezentowali się najlepiej w turnieju i wygrali zdecydowanie zasłużenie. 

Wyświetlenia: 910
Proponowane artykuły
obrazek

Sport

Kornel Radecki

12.6.2014

MundiaLove

Kornel Radecki

To już dziś! Święto wszystkich fanów piłki kopanej. Lada chwila rozpocznie się w słonecznej Brazylii. Atmosfera podgrzewana już od dobrych kilku tygodni przez wszelakie media wieczorem