Wolne-dziennikarstwo.pl - Slow Art po muzeach Narodowych
wolne dziennikarstwo


Pełne zwiedzanie Muzeum Narodowego w Warszawie zajmuje 76 dni i 20 godzin. To ponad dwa miesiące nieustannego podziwiania obrazów, rzeźb i poobijanych naczyń. Bez snu, przerwy na obiad czy toaletę. Do tego wysiłku należy doliczyć przebyte kilometry sal wystawowych. Luwr, jedno z najbardziej znanych muzeów na świecie to ponad 60 tys. km2 sztuki. Nic dziwnego, że muzealna wycieczka napawała niektórych panicznym lękiem już od dziecka.



W teorii samo dzieło sztuki nie posiada żadnej wartości. W przypadku obrazu to jedynie kawałek płótna bądź deski pokrytej pigmentami – nic więcej. Według niektórych badaczy to my nadajemy dziełu wartość poprzez swój subiektywny odbiór. Obraz może sprawić nam wizualną przyjemność, przykrość bądź być kompletnie dla nas obojętne. To spojrzenie sprawdza się w wypadku typowo konsumpcyjnego odbioru sztuki, gdzie widz nie ceni dzieła ze względu na jego faktyczną wartość, a z powodu właśnie owej przyjemności. Patrzenie na sztukę jedynie przez pryzmat emocji jakie wywołuje u odbiorcy jest jednak niebezpieczne. Osoby nieposiadające kultury artystycznej często entuzjazmują się dziełami kompletnie pozbawionymi wartości – to co dla jednych jest kiczem, innym wydaje się być szczytem artystycznych osiągnięć. Nie chcę tutaj rozwodzić się nad tematem gustów, bo o tym się nie dyskutuje. Proces odbioru sztuki jest czymś złożonym, do czego potrzeba czasu.

Ile czasu możemy poświęcić każdemu eksponatowi podczas tych 76 dni i 20 godzin? Naukowcy wyliczyli, że przeciętnie spędzamy przy jednym dziele sztuki osiem sekund. Odwiedzając galerię czujemy, że koniecznie musimy zobaczyć wszystko. Przy takich statystykach trzeba sobie jednak uświadomić, że zobaczenie całości zbiorów jest niemożliwe. Kolekcje znajdujące się w muzeach narodowych są ogromne – i nawet przy założeniu, że każdemu dziełu poświęcimy osiem sekund nie jesteśmy w stanie przejrzeć zbiory od początku do końca. Poza tym, ile jesteśmy w stanie wykrzesać z obrazu w czasie tych ośmiu sekund? Nawet reklama trwa dłużej! Podawana jest w możliwie najczytelniejszy sposób, a tyczy się przecież często syropów, samochodów czy zalet zadłużenia w tym, czy tamtym banku. Potrafimy poświęcić trzydzieści sekund rozprawie o zaletach leku na przeziębienie, ale już przy obrazie wytrzymujemy jedynie osiem sekund, z czego połowa tego czasu to odczytanie nazwiska malarza i nazwy dzieła.

Oczywiście trudno obcować ze sztuką, która do nas nie przemawia. Według filozofa Romana Ingardena osłabienie wpływów danego dzieła słabnie bądź wzrasta w zależności od okresu. Obraz może stać się zupełnie nieczytelny, a w konsekwencji niemy dla odbiorcy. Równą trudność w odbiorze sprawiają ściany wypełnione obrazami niczym słup ogłoszeniowy. Nadmiar dzieł może przytłoczyć i zmęczyć oko. To tak jakbyśmy próbowali obejrzeć parę filmów naraz.

Obcowanie ze sztuką to nie wyścigi. Estetyka, przesłanie niektórych dzieł wymaga od nas czasu i uwagi – dopiero wtedy nieruchome postacie są w stanie powiedzieć nam coś więcej. Za każdym dziełem stoi artysta i jego poglądy, lęki, manifest. Tak narodził się SLOW ART – ruch Wolnej Sztuki, gdzie liczy się jakość zwiedzania, a nie ilość.

„Każde dzieło sztuki ma swoją historię do powiedzenia. Wystarczy się w nią wsłuchać” - to główne hasło projektu. Jego idea powstała w Stanach Zjednoczonych i zawitała również do Polski. Organizowane są dni, podczas których można za darmo wejść do muzeów. Przez godzinę skupiamy uwagę na pięciu wybranych dziełach, a następnie mamy możliwość podzielenia się wrażeniami z innymi uczestnikami. Dzięki tej inicjatywie jesteśmy w stanie zapamiętać, a także zrozumieć to co oglądamy.

Zamiast dwumiesięcznej włóczęgi po salach wystawowych lepiej skupić się na paru obrazach czy rzeźbach. Odwiedzając muzeum nie jesteśmy zobowiązani do obejrzenia wszystkiego. Prawdziwe dzieła sztuki mają to do siebie, że istnieją nawet wtedy, gdy nikt ich nie ogląda.

Wyświetlenia: 844
Proponowane artykuły