Wolne-dziennikarstwo.pl - Marsz Niepodległości 2014 – zapiski debiutanta
wolne dziennikarstwo


O wydarzeniu takiej rangi, jakim jest Marsz Niepodległości, można usłyszeć już na długo przed jego urzeczywistnieniem na warszawskich ulicach, kiedy to tłum skanduje patriotyczne hasła, śpiewa hymn państwowy, pieśni patriotyczne i demonstruje swoją przynależność oraz przywiązanie do narodowych wartości i tradycji. Można o nim usłyszeć od znajomych, którzy angażują się w szeroko pojętą działalność społeczną, można się o nim dowiedzieć z plakatów wywieszonych na miejskich słupach, ale również, co wydaje się dosyć oczywiste, można zaczerpnąć kompletnych informacji bezpośrednio ze stron internetowych zainteresowanych organizacji. Nie inaczej było ze mną, ponieważ w Opolu miałem okazję, choć dosyć rzadko, widywać plakaty promujące Marsz, ale głównie dużo się o tym mówiło w środowisku akademickim, czy koleżeńskim. Odnosząc się do tego drugiego, zostałem poinformowany o Dolnośląskim Wyjeździe na Marsz Niepodległości, o którym dalszych informacji zasięgnąłem z wydarzenia na popularnym portalu społecznościowym. Widzimy zatem jak wszelkie możliwości pozyskiwania informacji się krzyżują i jakie ogromne spektrum działania nam tym samym umożliwiają. Tyle tytułem wstępu, przejdźmy do relacji Marszu Niepodległości oczami osoby, która w rzeczywistości nie zdawała sobie sprawy z jak doniosłym i ważnym wydarzeniem przyjdzie jej się zmierzyć.

Po pierwsze, ludzie. Wydaje mi się, że nie często mamy okazję spotkać się z mimo wszystko obcymi sobie ludźmi, którzy reagują tak przychylnie na sam fakt, że znajdujemy się z nimi tego samego dnia  w tym samym miejscu. Nie znam Warszawy, byłem tam zaledwie trzy razu w życiu, miałem więc problem z samodzielnym poruszaniem się po naszej stolicy. To nie stanowiło problemu dla osób (często i takich, do których w innych okolicznościach obawiałbym się podejść), by pomóc mi odnaleźć się w przestrzeni miejskiej. Tutaj również należy zwrócić uwagę na przekrój społeczeństwa nie tylko „klasowy”, ale także wiekowy, za czym szły bardzo ciekawe dyskusje zarówno przed samym Marszem, jak i podczas trwania uroczystości. Synteza doświadczenia z hartem młodości była tu niewątpliwie wszechobecna. Nie ukrywam, że byłem również nie tyle zaskoczony, co być może nie spodziewałem się tak uprzejmej i po prostu normalnej reakcji liderów Ruchu Narodowego na podchodzącye do nich grupki sympatyków w celu wymiany poglądów, towarzyskiej rozmowy, czy zrobienia wspólnego zdjęcia. Bez zbędnego dystansu wchodzili w relację z uczestnikami Marszu Niepodległości, co mówi samo za siebie i raczej nie wymaga dalszego komentarza.

Po drugie, atmosfera całego wydarzenia. Kiedy po dwóch policyjnych kontrolach, z muzyką tożsamościową w głośnikach autobusu wjechaliśmy do Warszawy, widok stolicy udekorowanej flagami, biało – czerwonymi opaskami na ramionach oraz szalikach o tychże barwach dosłownie przyćmiły moje wspomnienia o mieście, które wcześniej mogło się wydawać zaledwie smutne i pogrążone w morderczym pędzie.

 

Jak już wcześniej wspomniałem, trudno jest mi ocenić przebieg tegorocznego Marszu w oparciu o poprzednie lata, ale nawet słowa samych organizatorów potwierdzają, że z roku na rok realizacja tego przedsięwzięcia jest coraz lepsza, na pewno z większym rozmachem, zapleczem technicznym oraz przedsiębranymi środkami bezpieczeństwa. To bardzo ważne, biorąc pod uwagę wydarzenia, które miały miejsce na końcu (!) trasy. Ale o tym za chwilę.

Całą uroczystość zainaugurowała msza w Kościele pw. Św. Barbary, a następnie seria przemówień przy Rondzie Romana Dmowskiego. Zabrali głos nie tylko przedstawiciele Ruchu Narodowego, ale również specjalnie zaproszeni goście, w tym m.in. Zbigniew Stonoga oraz przedstawiciele francuskich i szwedzkich środowisk patriotycznych. Na całym odcinku trasy obyło się bez incydentów, a wszyscy uczestnicy Marszu skandowali hasła, śpiewali pieśni patriotyczne, niektórzy szli w milczeniu,  inni natomiast oddawali się żywym dyskusjom. Całość dopełniły race, bez których nie wyobrażam sobie tego typu wydarzeń. Z momentem dotarcia do Stadionu Narodowego napięcie uległo eskalacji, włącznie z sytuacją kiedy ze znajomymi musieliśmy uciekać przed oddziałami policji, które w naszą stronę otworzyły ogień, a wcześniej zasłaniać twarze przed niejednokrotnie rozpylanym gazem. Należy w tym miejscu dodać, że zamieszki miały miejsce na ostatnim odcinku trasy przemarszu, co budzi pewne uzasadnione podejrzenia. Po zakończeniu uroczystości z autobusów wyciągano ludzi, najczęściej z użyciem przemocy, a na parkingach urządzono regularną łapankę, w wyniku której obrażenia poniosło oraz zostało aresztowanych wiele przypadkowych osób. A kto czekał na nas w docelowym miejscu zakończenia podróży, dodam że około godziny 4:00 nad ranem?

Pomimo przykrych wydarzeń jakie miały miejsce, jestem naprawdę przejęty faktem, że mogłem się stać częścią tak ważnego zjawiska, jakim niewątpliwie jest Marsz Niepodległości. Wiele refleksji mu towarzyszących nie były z pewnością czymś przejściowym, chwilowym, a realnym momentem zastanowienia się nad tym jak ludzie, którzy niejako podporządkowali swoje życie konkretnej idei, są brutalnie zwalczani przez obecnych przedstawicieli aparatu państwowego. W związku z tym pozornie należałoby zadać pytanie: Po co to wszystko, jaki jest w tym sens? Pozornie, ponieważ moim zdaniem powinno brzmieć: Czy również za rok widzimy się na Marszu Niepodległości? 

Wyświetlenia: 2238
Proponowane artykuły