Wolne-dziennikarstwo.pl - "Prawo czy bezprawie? Oto jest pytanie..."
wolne dziennikarstwo


Im dłużej pracuję w tym zawodzie, tym spotykam się z coraz ciekawszymi sprawami, głównie sądowymi. Takie sprawy bywają różne, od tych które wiążą się ze skargą paulińską dotyczącą sprzedaży cennych udziałów w spółce kapitałowej, poprzez proces o przykre błędy w zabiegach upiększających, aż do spraw o odszkodowanie, z którymi występują ludzie przeciwko komornikom sądowym.

PC: Czy według Pani, prawo jest jeszcze kierunkiem elitarnym w naszym kraju?

Patrycja Gabriela Bartosz-Burdiak: Studia na kierunku prawa niemalże w każdym kraju są postrzegane jako elitarne. Zawsze towarzyszyła im otoczka prestiżu. Jak dziś pamiętam, gdy podczas zajęć z postępowania karnego na mojej aplikacji, jeden z sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie prowadzący te zajęcia stwierdził, że jesteśmy „elitą narodu.”

Ale czy obecnie studia prawnicze mają taki charakter? Uważam, że elitarny charakter studiów prawniczych w Polsce już przygasa. Jest to wynikiem coraz większego naboru absolwentów prawa na poszczególne aplikacje prawnicze. Obecnie nawet rynek pracy dla młodych prawników uległ znacznej przemianie. Absolwenci prawa mają coraz większe problemy ze znalezieniem zatrudnienia w swoim zawodzie, jeśli nie rozpoczęli dalszego kształcenia na poziomie aplikacji. Pracodawca – niezależnie czy jest to kancelaria, urząd czy przedsiębiorca posiadający wyodrębniony dział prawny – obecnie woli stworzyć zespół młodych, ambitnych ludzi, ale złożony z osób, które mają uprawnienia do występowania przed sądami, którzy już rozpoczęli którąś z aplikacji zawodowych. Rzesza ludzi mogących się poszczycić takimi możliwościami od 2010 r. była, jest i będzie spora. Można zatem stwierdzić, iż obecnie w Polsce same studia prawnicze już nie są wystarczające dla rozpoczęcia kariery w zawodzie. Do podstaw takiego właściwego startu należy obecnie rozpoczęta lub pomyślnie zakończona aplikacja prawnicza, kilka lat pracy oraz wybór specjalizacji w zawodzie.

Odpowiadając na Pana pytanie można również pokusić się o stwierdzenie, że niekiedy nawet same studia prawnicze, jako baza merytoryczna, lepiej są postrzegane przez przyszłego pracodawcę, gdy są uzupełnione dodatkowym kierunkiem studiów – studiami typu LLM, podyplomowymi, czy też doktoranckimi. Świat idzie do przodu. Ludzie w tym zwariowanym pędzie wciąż podążają przed siebie, chcąc robić więcej, wiedzieć więcej, pracować więcej. Im większy jest przy tym dostęp do poszczególnych etapów edukacji, tym więcej pojawia się tam chętnych. Zaś masowość danej edukacji sprawia, że osoba nawet kończąca studia z wyróżnieniem nie jest już aż tak atrakcyjna na rynku pracy. W tej całej masowości obecnie chodzi o to by się wyróżnić, móc przedstawić określoną wartość, ale taką która jest unikatowa.

PC: Powiedzmy, że student uzyskuje tytuł magistra i ma zamiar wybrać się na aplikację. Którą wg Pani najlepiej wybrać? Rozmawiałem kiedyś z pewnym prokuratorem, to sugerował mi raczej wybór aplikacji innej, niż jego własna. Uzasadnił to tym, że po sprawie, wszyscy mają problem do prokuratorów, a nie do sędziów, czy adwokatów.

Wybór dalszego kierunku kształcenia w zawodzie prawniczym powinien zależeć przede wszystkim od posiadanych predyspozycji zawodowych, osobowościowych, oraz po prostu od zainteresowań. Jak stwierdził kiedyś Konfucjusz, „wybierz sobie zawód, który lubisz, a całe życie nie będziesz musiał pracować.” I właśnie w myśl tej zasady każdy absolwent prawa powinien zastanowić się, czego oczekuje od życia. Czy marzy o tym, aby rozstrzygać dwa odmienne stanowiska co do zaistniałego stanu faktycznego sprawy i poglądów prawnych, być niezależnym arbitrem sporu, a może być tą aktywną częścią procesu – pełnomocnikiem (radcą prawnym, adwokatem), którego zadaniem jest zbierać dowody, kreować argumenty, tezy, zarzuty, przesłuchiwać świadków i wyłapywać w ich wypowiedziach te rzeczy, które są korzystne dla klienta. Wachlarz możliwości jest przy tym naprawdę imponujący.

Na studiach poznałam mojego kolegę – Pawła, który od zawsze marzył aby stać na straży praworządności i wręcz ideologicznie widział swoją przyszłość, jako spełnianą w roli prokuratora lub policjanta. Dla niego to była kwintesencja pragnień zawodowych. Chciał pełnić rolę swoistego detektywa, który szuka dowodów zbrodni, rozwikłuje niekiedy skomplikowane meandry rzeczywistości przestępczej. Tak on widział rolę prokuratora. Niestety w naszym systemie prawnym ten pogląd na funkcję „strażnika prawa” zderza się okrutnie z rzeczywistością. Częstokroć jest bowiem tak, że jeden prokurator prowadzi postępowanie przygotowawcze, a zupełnie inny sporządza i popiera przed sądem akt oskarżenia. Taka zaś sytuacja może prowadzić do swoistego „rozmycia” się postępowania karnego i jego błędów. A to natomiast może przysparzać złe opinie stawiane przedstawicielom tegoż zawodu i powodować nieskuteczność egzekwowania prawa.

Posiadanie statusu absolwenta prawa to jednak nie tylko życie w procesie. Część z tych osób wybiera również takie aplikacje jak notarialna, komornicza, referendarska. Niektórzy idą w kierunku pracy w administracji publicznej, inni dążą do zyskania zatrudnienia w strukturach unijnych, międzynarodowych. Wybór jest spory, poczynając od zatrudnienia w kancelarii, urzędzie, po działy prawne w prywatnych przedsiębiorstwach, a także pracę typowo naukową na uniwersytetach.

Jaką przy tej wielości wyboru polecić aplikację? W tym względzie należy sobie odpowiedzieć na pytanie co chcemy dokładnie robić w życiu i ile czasu, energii i funduszy jesteśmy w stanie poświęcić na starcie. Aplikacje bowiem są szkoleniami odpłatnymi. Niektóre z nich wymagają stałego uczestnictwa w ciągłych praktykach sądowych i równie nieustannego sprawdzania wiedzy w ciągu roku, jak jest to w przypadku aplikacji ogólnej, a później sądowej. Inne możliwe aplikacje, jak np. aplikacja radcowska czy adwokacka wymagają mniejszego nakładu czasu niż wyżej opisany kierunek, jednak też łączą się z koniecznością poświęcania połowy dnia w tygodniu na szkolenia teoretyczne, zdawania kolokwiów rocznych, posiadania patrona (opiekuna merytorycznego, który powinien stać się mentorem aplikanta). Możliwość zaś odbywania aplikacji takich, jak notarialna i komornicza dodatkowo są warunkowane posiadaniem zatrudnienia na umowę o pracę w kancelarii notarialnej czy odpowiednio komorniczej. Nie każdy zaś notariusz czy komornik ma możliwość czy zamiar zatrudniania nowych adeptów prawa, co stanowi pewne utrudnienie na rynku. Po szczęśliwym zakończeniu aplikacji notarialnej lub komorniczej i zdaniu państwowego egzaminu zawodowego, aplikant uzyskuje status asesora notarialnego czy komorniczego, co w dalszej kolejności łączy się z zatrudnieniem pracowniczym w kancelarii i dalszym zdobywaniem wiedzy oraz doświadczenia pod egidą notariusza, komornika.

Mając na uwadze powyższy wywód, ja mogę jedynie powiedzieć, iż wybierając aplikację radcowską i możliwość wykonywania zawodu radcy prawnego, jestem z tego zadowolona. W ramach swojej pracy spotykam wielu ciekawych ludzi, biorę udział w interesujących sprawach. Mam swobodę wyboru specjalizacji – procesowej, kontraktowej. Znalezienie się na obecnym etapie mojego życia zawodowego zawdzięczam przede wszystkim własnej ciężkiej pracy i ludziom, których spotkałam po drodze. Przez lata pracowałam w kancelarii radcowskiej, w której do moich obowiązków należało prowadzenie do czterdziestu paru spraw sądowych na raz, przygotowywanie pism procesowych, środków zaskarżenia, przeprowadzanie spotkań z klientami, reprezentowanie ich podczas rozpraw sądowych, a nawet organizowanie pracy dla pozostałego zespołu kancelarii, pilnowanie aby nie zabrakło w kancelarii mleka, cukru, przygotowywanie materiałów edukacyjnych, itp. Obok tego pozostawały cotygodniowe spotkania z moją patronką – radcą prawnym Anną Jabłońską i równie zaangażowana praca dla niej. Osoba ta nauczyła mnie procesu od podstaw. Dzięki niej w mojej dalszej drodze zawodowej nauczyłam się patrzeć na proces w taki sposób, który zapewnił mi samodzielność decyzji i logikę analizy spraw. Nauka ta spowodowała to, iż w późniejszej pracy, moja pracodawczyni pozostawiała mi sprawy procesowe ze stwierdzeniem „zrób tak, aby było dobrze” i to mi wystarczało. Myśląc o mojej edukacji w zawodzie dostrzegam przede wszystkim to, że tylko systematyczna i ciężka praca nad własną wiedzą i doświadczeniem owocuje w późniejszym etapie zadowoleniem z obranej drogi i spotykanych spraw prawnych. A to czy ktoś w tym zamiarze wybierze zawód radcy prawnego, sędziego czy komornika, to już bardzo indywidualna sprawa

PC: Cały czas słyszę, że w Polsce mamy dobre prawo, tylko marny sposób jego egzekwowania. Czy Pani Mecenas może się do tego odnieść?

Z tak wyrażonym poglądem jestem w stanie się zgodzić. Nasze prawo w większej części (szczególnie w zakresie takich głównych aktów prawnych, jak np. kodeks cywilny, kodeks postępowania cywilnego, kodeks rodzinny i opiekuńczy, kodeks karny, kodeks postępowania karnego, kodeks spółek handlowych) można uznać za dobre, jednak upływ czasu i wzmożona praca obecnego ustawodawcy mogą tą konstrukcję stopniowo wyburzać. Teza ta wynika przede wszystkim z tego, że coraz więcej wprowadza się do naszego systemu prawnego nowelizacji, które ledwo zdążą wejść w życie, a już jak na taśmie produkcyjnej idzie kolejna zmiana tych zmian. A to powoduje, że w tej całej układance zwykły obywatel może się już pogubić. Widoczne to jest szczególnie w prawie podatkowym (nie wspominając już o podatku VAT), prawie ubezpieczeń społecznych, prawie gospodarczym.

Natomiast o dobrym prawie, ale źle egzekwowanym możemy mówić szczególnie w przypadku prawa karnego. W tej dziedzinie prawa jest wiele naprawdę dobrych instytucji prawnych, o których sądy, prokuratorzy, czy nawet pełnomocnicy zapominają, a które mogą dobrze posłużyć obywatelom. Te swoiste braki są teraz coraz bardziej punktowane poprzez różnego rodzaju programy publicystyczne, reporterskie, jak np. chociażby „Państwo w Państwie” emitowane w telewizji Polsat. W programie tym pokazywane są absurdy postępowania, głównie karnego czy podatkowego.

PC: Wiem, że współpracowała Pani przez pewien okres czasu z komornikami. Proszę mi przybliżyć specyfikację ich zawodu oraz charakteru. Jacy to są ludzie? Zimni, cyniczni? Czy może jednak żal im dłużników?

Zawód komornika sądowego jest dość specyficzną dziedziną pracy prawnika. Wymaga od osób, które go wykonują odpowiednich predyspozycji, nie tylko merytoryczny, ale przede wszystkim psychologicznych. Praca ta bowiem wiąże się z ciągłym kontaktem z ludźmi, którzy w większości przypadków wyrażają swoje niezadowolenie, gniew, smutek, a nawet częstokroć agresję wobec funkcjonariusza publicznego, jakim jest komornik sądowy. Komornik jest postrzegany przez społeczeństwo bardzo negatywnie, mimo że spełnia niezwykle pożyteczną rolę. Rolę o tyle niewdzięczną, co niezbędną dla rzeczywistej realizacji przede wszystkim orzeczeń sądowych. Gdyby w naszym systemie prawnym zabrakło takiego zawodu, wówczas procesy sądowe nie miałyby znaczenia. Wierzyciele mogliby dla własnej satysfakcji uzyskiwać pomyślne wyroki, nakazy zapłaty i nic poza tym. To jedynie postępowanie egzekucyjne mające charakter przymusu państwowego w egzekwowaniu orzeczeń sądowych ma tu znaczenie. Częstokroć bez niego, dłużnicy nie spełnialiby swoich obowiązków. A takie działanie mogłoby spowodować nie tylko pokrzywdzenie zwykłego Kowalskiego, ale i wpływałoby niezmiernie na gospodarkę, przedsiębiorstwa, które nie mogłyby zaspakajać swoich roszczeń o wypłatę chociażby wynagrodzenia za wykonanie pracy. Bez takiego wynagrodzenia nie byłoby ich dalszego rozwoju, funkcjonowania. Nie byłoby miejsc pracy, a co za tym idzie, środków do życia dla innych ludzi. Można tak toczyć to koło związków przyczynowo – skutkowych, ale i tak zawsze wykrywalnym antidotum tych zdarzeń będzie komornik sądowy.

Czy komornicy są zimni i cyniczni? Odpowiem tak, że muszą zachowywać duży dystans i „zimną krew” do spotykanych sytuacji. Nie mogą ulegać emocjom, bo inaczej nie byliby w stanie egzekwować roszczeń od napotykanych dłużników. Taki jest charakter tego zawodu. Częstokroć komornicy sądowi są przedstawiani przez media bardzo negatywnie. Jednak tu nie ma recepty na taki stan rzeczy. Pamiętam sytuację, w jakiej gdy komornik wyegzekwował obowiązek „eksmisji” lokatorów z mieszkania, były wówczas wzywane media, była rozpętywana wojna. W innym przypadku, gdy jeden z komorników odstąpił do opróżnienia lokalu z jego mieszkańców z uwagi na to, że była to wielodzietna rodzina, która nie miałaby gdzie się podziać, nagle postrzeganie komornika przez społeczeństwo uległo zmianie. Wówczas media oskarżały ten organ egzekucyjny o słabość, o brak egzekwowania prawomocnego orzeczenia sądu. Na tym przykładzie widać, że niezależnie od tego, jak postąpi komornik sądowych, zawsze znajdzie się ktoś kto z tego nie będzie zadowolony.

Przez wiele lat współpracowałam z jedną z największych kancelarii komorniczych w Polsce, zatrudniającą parędziesiąt osób, mieszczącą się na kilku piętrach jednego z warszawskich budynków, której nawet miesięczne wpływy spraw były tak duże, że do ich samego wprowadzania w system informatyczny kancelarii było przeznaczanych kilka grup pracowniczych. Przy współpracy z tą kancelarią obsługiwałam jej sprawy procesowe i skargowe. Zauważyłam przy tym też pewną tendencję. Im bardziej skuteczny stawał się komornik, tym więcej pojawiało się kierowanych przeciwko niemu pozwów, skarg na czynności komornika czy skarg administracyjnych. Dostrzegalne stawało się to, iż naprawdę skutecznych „środków zaradczych” działaniom komornika było niewiele. Ich charakter wynikał przede wszystkim z tego, iż postępowanie egzekucyjne i zabezpieczające, mimo bycia częścią dziedziny postępowania cywilnego, zawiera w sobie sporą dozę odmienności, własnej specyfiki, której właściwe zrozumienie wymaga doświadczenia w pracy kancelarii komorniczej.

Przez lata takiej pracy moje postrzeganie zawodu komorniczego też uległo zmianie. Kilka lat wcześniej, jak występowałam w roli pełnomocnika wierzyciela, drażnił mnie upływający czas od złożenia wniosku o wszczęcie egzekucji do skutecznych działań organu przynoszących spełnienie roszczeń. Obecnie wiem już jak wygląda praca nad takim wnioskiem „od wewnątrz” i ile jest działań rozpoczynających egzekucję, które są podejmowane lub chociaż powinny zostać podjęte, a których wierzyciel nie widzi.

PC: Może Pani opisać dwie najciekawsze sprawy, w których brała Pani udział?

Im dłużej pracuję w tym zawodzie, tym spotykam się z coraz ciekawszymi sprawami, głównie sądowymi. Takie sprawy bywają różne, od tych które wiążą się ze skargą paulińską dotyczącą sprzedaży cennych udziałów w spółce kapitałowej, poprzez proces o przykre błędy w zabiegach upiększających, aż do spraw o odszkodowanie, z którymi występują ludzie przeciwko komornikom sądowym.

Jak dziś pamiętam jedną z takich spraw. Dotyczyła ona powództwa przeciwko jednemu z komorników, który wykonywał swoje obowiązki. Komornik uprzednio dokonał już zajęcia w mieszkaniu będącym własnością rodziców dłużnika ruchomości w myśl zasady, iż jeśli dłużnik zamieszkuje w danym lokalu nawet z osobami trzecimi, domniemuje się, iż rzeczy tam pozostawione znajdują się co najmniej we władaniu dłużnika, a zatem można w stosunku do nich skierować egzekucję. Jednak w późniejszym czasie z uwagi na zachowanie dłużnika, postanowiono o odjęciu mu dozoru nad tymi ruchomościami, a następnie o ich sprzedaży. Komornik wówczas wezwał do czynności przedsiębiorstwo, które profesjonalnie zajmowało się odbiorem ruchomości, ich transportem i przechowaniem. Podczas odbioru rzeczy, komornika skusiła pralka, którą również wpisał do protokołu zajęcia. Na pytanie czy jest ona sprawna i czy sprawne są zawory z wodą podłączone do niej, dłużnik odpowiedział, że tak. Jednak w momencie odłączania pralki, zawór pękł i woda, jak z nowo-wybitego źródła trysnęła po całym pomieszczeniu. Szkód żadnych jednak to nie wyrządziło, bowiem wszyscy obecni przy czynnościach zaraz chwycili za szmaty, mopa i wodę sprawnie zebrali, a zawór w piwnicy został zamknięty. Dłużnik nie zareagował na to w żaden sposób. Jednak gdy minęło kilka miesięcy rodzice tegoż dłużnika złożyli w sądzie przeciwko komornikowi pozew o odszkodowanie za zniszczenie mieszkania wskutek zalania wodą. Proces był dość ciekawy z uwagi na usilną argumentację pełnomocnika strony przeciwnej, która statuowała o tym, iż komornik dopuścił się czynności powodujących szkodę jej mocodawców. Jednak jakkolwiek stawiany organowi zarzut nie zdołał spowodować wygranej powodów.

Sprawy o odszkodowanie przy tym wydają się jednymi z najciekawszych. Mogą być bardziej lub mniej realne, ale najważniejsze w nich jest wola walki o dobro klienta. Pamiętam również w swoim doświadczeniu i taką sprawę, w której powód postanowił pozwać jeden z organów nadzoru bezpieczeństwa na polskim lotnisku. Okolicznością, która stała się punktem zapalnym całej sytuacji była nadgorliwość jednego z funkcjonariuszy nadzorującego stan bagaży podręcznych. Funkcjonariusz ten wykrył u jednego z przyszłych pasażerów lotu dezodorant, który zawierał w sobie już resztki płynu – przedmiot budzący wszak postrach. Poprosił pasażera o jego wyrzucenie. Pan, którego sprawa dotyczyła nie opierał się tej prośbie, jednak chwila nieuwagi i poirytowania sprawiła, że stwierdził „trudno, będę zatem śmierdział zagranicą”, poczym przedmiot wyrzucił. Wzbudzone tym zdaniem ogólne rozweselenie innych pasażerów rozdrażniło funkcjonariusza, który po kilku minutach kazał panu wrócić i wylegitymować się, a następnie odebrał mu bilet lotniczy. Przedłużanie oczekiwania pasażera na oddanie dokumentów spowodowało, iż lot przepadł, i pan został zmuszony do zakupu nowego biletu lotniczego. Przed wszczęciem postępowania o odszkodowanie nie przestrzegło pasażera nawet wytoczone przeciwko niemu postępowanie karne o spowodowanie zagrożenia na terenie lotniska. Postępowanie to doprowadziło do uniewinnienia i stało się dobrą podwaliną pod argumentację w procesie cywilnym

PC: Wiem, że Pani Mecenas lubi książki, których fabuła opiera się na prawie. Czy występują różnice pomiędzy literaturą np. John’a Grishama, a sprawami w prawdziwym życiu?

Jak każda literatura typu thriller prawniczy, kryminał, dzieła John’a Grishama również bazują na pewnych doświadczeniach autora, na zasłyszanych lub znanych osobiście sprawach. Jednak to co czytelnik odkrywa na łamach książki bywa, że jest dodatkowo barwione. Takie ubarwianie sprawia, że wątek kryminalny staje się ciekawszy. Gdyby bowiem przełożyć np. nasze polskie sprawy sądowe na papier w formie powieści, oddając przy tym każdą cząstkę rozpraw sądowych, analiz akt sprawy w ciszy kancelarii, wówczas takie dzieło znalazłoby pewnie swoich odbiorców wyłącznie w grupie prawników. A przecież w literaturze, która ma dotrzeć do każdego nie o to chodzi. Za przykład mogą posłużyć seriale na temat prawników typu „Prawo Agaty”, „Magda M”, „Ally Mc’Bill”. W tych produkcjach – w jednych bardziej, w innych zupełnie mało – przedstawiony jest świat palestry prawniczej, jednak każdego kto kocha proces i jest jego czynnym uczestnikiem, niekiedy razi uproszczenie rozpraw, wskazywanie, iż sprawy mają swoją kontynuację na sali sądowej dzień po dniu, co w naszej rzeczywistości jest niemożliwe, ale co sprawia, że klient później nie może uwierzyć, że jego sprawa od jednego posiedzenia sądowego będzie toczyć się dalej w sądzie za dwa, trzy miesiące. Zarówno literatura, jak i produkcje filmowe oddają część ducha pracy prawnika, jednak nie całego. Sama posiadam tego świadomość. Obecnie kontynuuję pracę nad własną powieścią – thrillerem prawniczym, którego akcja toczy się w Polsce i którego bohaterką jest kobieta, której ułożone i wspaniałe życie legnie w gruzach i będzie tonąć w absurdach polskiego prawa. Na jej pomoc wyruszy aplikantka radcowska, która mimo wielu zagrożeń, zarówno zawodowych, jak i zagrożeń życia, będzie starała się rozwikłać zagadkę zdarzenia, które jednej osobie zniszczyło życie prowadząc je od spokojnej roli gospodyni domowej, żony czołowego polskiego biznesmena, do pozbawionej wraz z małoletnimi dziećmi dachu nad głową, przerażonej osoby pozbawionej wolności. W tym obrazie sama staram się pokazać realia polskiego systemu prawnego, który może niektórym ludziom dostarczyć prawdziwych wrażeń, nie tak odległych od fantazji pisarza.

Literatura John’a Grishama miewa czasem jednak większe przełożenie na prawdziwe sprawy, ale to wynika bardziej z charakteru procesu w systemie anglosaskim – amerykańskim, gdzie nawet najbardziej absurdalne procesy są toczone i kończą się dla powoda pomyślnie. Takie procesy w Polsce to póki co jedynie anegdotki, ciekawostki.

PC: Aktualnie piszę pracę o tematyce „instytucji świadka koronnego”. Jakie jest Pani zdanie w tej kwestii? Mam na myśli opinię, czy ta instytucja nie jest taką „przepustką” dla prawdziwych bandziorów, kosztem pomówienia niewinnych osób? Pytam, bo wiem, że bierze Pani czynny udział w programie „Państwo w Państwie”, a tam był kiedyś opisany przypadek niejakiego „grubego”.

Odpowiadając na Pana pytanie, w pierwszej kolejności myślę, że dobrze jest nieco przybliżyć znaczenie i cel instytucji „świadka koronnego”. Instytucja ta jest obecnie regulowana przepisem art. 60 § 3 – 5 kodeksu karnego. Zgodnie z nim sąd stosuje nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet może warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy, który współdziała z innymi osobami w popełnieniu przestępstwa, w sytuacji w jakiej ujawni on wobec policji lub prokuratora informacje dotyczące osób uczestniczących w popełnieniu przestępstwa oraz istotne okoliczności jego popełnienia. Na wniosek prokuratora sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet warunkowo zawiesić jej wykonanie w stosunku do sprawcy przestępstwa, który, niezależnie od wyjaśnień złożonych we własnej sprawie, ujawnił przed policją czy prokuraturą i przedstawił istotne okoliczności, nieznane dotychczas policji/prokuraturze, przestępstwa zagrożonego karą powyżej 5 lat pozbawienia wolności.

Powyższe działanie ma polegać na ujawnieniu przez sprawcę przestępstwa "istotnych" okoliczności  jego popełnienia. W orzecznictwie Sądu Najwyższego do istotnych okoliczności zalicza się nie tylko te, które stanowią ustawowe znamiona przestępstwa, ale również te, które dotyczą jego rozmiaru, sposobu działania, wielkości wyrządzonej szkody oraz osób, które w nim brały udział. Celem takiego postępowania ma być przełamanie zmowy milczenia. Świadek koronny może bowiem stanowić cenne źródło informacji, które ma w konsekwencji podnieść wykrywalność i skuteczność ścigania karnego najpoważniejszych przestępstw i ich sprawców oraz dostarczyć brakującego materiału dowodowego. Osobliwym wynagrodzeniem za udzielenie takich informacji jest możliwość obniżenia rygoru kary lub nawet orzeczenie jej w tzw. zawiasach, czyli przy zawieszeniu wykonania kary.

Jeszcze jakiś czas temu ta instytucja prawa była stosowana z korzyścią dla wymiaru sprawiedliwości i badanych spraw karnych. Ale rzeczywiście, obecne doniesienia w sprawie sposobu działania świadków koronnych nie są już tak pozytywne. Co jakiś czas słyszy się bowiem, iż przez domniemanego świadka koronnego zostaje wskazany Bogu ducha winny człowiek, który nigdy nawet nie popełnił wykroczenia, lecz dla organów ścigania staje się groźnym dilerem narkotyków, czy też czołowym członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że policja czy prokuratura z pełnym zaangażowaniem dążą wówczas do pociągnięcia kogoś do odpowiedzialności karnej za popełnienie zarzucanych mu przez przestępcę czynów i to wyłącznie na podstawie jedynego dowodu – zeznań świadka koronnego. Nim cały ten kołowrotek zostanie odwrócony, wiele osób może stracić pracę, reputację, majątek. A wszystko w imię możliwości zapewnienia prawdziwemu sprawcy czynu statusu świadka koronnego. Przy tak istniejącym stanie rzeczy, należy przede wszystkim postulować o dokładniejsze badanie takich zeznań i analizowanie ich przez pryzmat znacznego dystansu.

PC: Ostatnie pytanie. Miałem kiedyś wykład o tematyce etyki w prawie. Wykładowca powiedział nam mniej więcej tak: „zapomnijcie o jakiejkolwiek moralności i etyce w prawie, bo gdzie jest etyka, kiedy adwokat broni pedofila, a sędzia go wypuszcza?” Prosiłbym o zabranie głosu w tej sprawie. 

Odpowiadając na tak postawione pytanie nie jest moim zamiarem stawianie jakiejkolwiek krytyki wobec wykładowcy, jednak nie mogę zgodzić się z tak przedstawioną tezą. Moralność i etyka w prawie jest konieczna i powinna stanowić wyznacznik pracy każdego radcy prawnego i adwokata. W taki inny sposób klient mógłby liczyć na zachowanie tajemnicy zawodowej przez pełnomocnika? Jak inaczej wyglądałaby pomoc prawna, gdyby nie nakaz unikania konfliktu interesów? Czy nasz klient byłby szczęśliwy, gdybyśmy najpierw udzielali pomocy jemu, a następnie znając całokształt sprawy, porzucili go i przystąpili do wrogiego obozu przeciwnika procesowego? Zasady etyki zawodowej i moralność prawnika są właśnie po to aby unikać takich sytuacji. Powinny one być w mentalności każdej osoby wykonującej taki zawód, ale aby stały się one bardziej namacalne i egzekwowalne, są spisane m.in. w formie kodeksów etyki zawodowej.

Wyrażone przez wykładowcę zdanie o braku etyki zawodowej adwokata broniącego pedofila, jest w pełni zrozumiałe. Są bowiem takie procesy, które budzą niepokój, oburzenie i gniew. To oczywiste. Ja osobiście wybierając parę lat temu aplikację radcowską zmierzałam do tego, aby nie musieć prowadzić spraw, które mają ten, a nie inny ładunek emocjonalny i moralny. Procesy, o których wspomniał Pana wykładowca, a w których bierze udział adwokat, czy to umocowany z wyboru czy z urzędu, są wprawdzie trudne przede wszystkim z uwagi na ich zakres i charakter, ale polski system prawny przewiduje możliwość zapewnienia każdemu pomocy obrońcy karnego, jako gwarancji procesowej. Przed tym niestety nie da się uciec niezależnie od tego, jak sprawę postrzega społeczeństwo, czy przede wszystkim profesjonalny pełnomocnik.

Patryk Chodyniecki: Dziękuję bardzo za wywiad.

Patrycja Gabriela Bartosz-Burdiak: Również dziękuję.

 

Wyświetlenia: 2286
Proponowane artykuły