Wolne-dziennikarstwo.pl - Klasyk czy klasycznie?
wolne dziennikarstwo


Dopiero dwa pełne miesiące nowego roku za nami, a już trzy razy przyszło nam oglądać potyczki Śląska Wrocław i Legii Warszawa. Właśnie te dwie drużyny w ostatnich latach kończyły rozgrywki naszej jakże kochanej i fantastycznej ekstraklasy na pierwszym miejscu  ( Śląsk-2012, Legia-2013,2014). Fakt ten sprawia, iż przynajmniej w teorii poziom sportowy tych ‘’widowisk’’ powinien być niezwykle wysoki. Trzeba sobie jednak zadać pytanie, czy teoria ta ma jakiekolwiek przełożenie na realia polskiej piłki.

Cały piłkarski świat zachwyca się ‘’klasykiem’’ jakim niewątpliwie są starcia Realu Madryt z F.C. Barceloną. Nie lada gratką dla fanów, były takie okresy kiedy Ci dwaj potentaci spotykali się ze sobą po kilka razy w stosunkowo krótkim czasie . Osobiście uważam, że nawet gdyby terminarz ułożył się w taki sposób, iż oba te zespoły spotkałyby się pięć razy w ciągu miesiąca, to nikogo taka koincydencja nie przyprawiłaby o nudę, a wręcz przeciwnie. Większość kibiców na takie sportowe wydarzenie wykorzystałaby zaległe urlopy w pracy, by móc odpowiednio przygotować się do celebracji tego piłkarskiego święta. W ogóle ‘’ Gran Derbi’’ urosły do rangi produktu, na który w dzisiejszych czasach jest olbrzymi popyt. Idąc tą drogą obawiam się, że nasz klasyk z nad Wisły miałby problem ze sprzedażą, nawet gdyby był oferowany po niższych cenach, w ‘’wielopakach’’, oferowanych w sklepach typu convenience, które możemy znaleźć na rogu prawie każdej ulicy. Zdaje sobie też sprawę, iż porównanie obu lig jest totalnym absurdem, bo na wielu płaszczyznach wciąż jesteśmy lata świetlne za ligą hiszpańską, ale trzeba otwarcie powiedzieć, że chcąc podnosić poziom trzeba podpatrywać najlepszych i starać się w choć minimalnym stopniu ich naśladować.

Puste sektory stadionu,  podczas meczu ligowego we Wrocławiu

O pierwszym tegorocznym meczu Śląska z Legią, napisać mogę tylko tyle, iż się odbył i zakończył wynikiem 1-1 (dodam, iż było to spotkanie rozgrywane w ramach ćwierćfinału Pucharu Polski). Nie będę oceniał jakości tego wydarzenia, ponieważ nasi ligowcy do tego momentu przebywali na corocznych feriach, zwanych oficjalnie przerwą zimową w rozgrywkach. Zresztą Legia ten mecz traktowała po macoszemu, gdyż na tamtą chwilę najważniejszy był dwumecz z Ajaxem, pod który podporządkowane było absolutnie wszystko ( tutaj mamy już pierwszą oznakę tego jak olbrzymi prestiż mają spotkania Legii i Śląska ). Drugie spotkanie tych zespołów zapowiadało się niezwykle ciekawie, ponieważ drużyna z Amsterdamu nie grając wcale fantastycznej piłki, wybiła Legii Ligę Europy z głowy. Dlatego też ‘’stołeczni’’ by odbudować zaufanie kibiców mieli stoczyć ze Śląskiem fantastyczną batalie. Przed spotkaniem pomyślałem sobie, że tym razem ten mecz faktycznie może być klasykiem. Spodziewałem się zaciętej walki, bo w końcu zdobycie Pucharu Polski gwarantuje puchary europejskie, a na ten moment zdecydowanego faworyta do wygrania ligi jeszcze nie było. Niestety pomyliłem się troszkę, a nawet bardzo. Kiedy zobaczyłem stan warszawskiej murawy, to oczom nie wierzyłem. Chciałem pisać o klasyku, a już jakość boiska budziła lęk. Spokojnie tamtego dnia mógłby wjechać na nie Rafał Sonik i przetestować, jak po Dakarze sprawuje się jego sprzęt. Pierwsze 90 minut spotkania przyniosło dwa gole, po jednym dla każdej z drużyn. Oba wynikały z błędów obrony, kosmicznych trafień nie było. Myślę, że nikt się nie obrazi jeśli powiem, że spotkanie to było po prostu nudne. Konsekwencją wyniku była dogrywka, która też decydujących rozstrzygnięć nie przyniosła. Na deser rzuty karne, a w nich brawurowe występy Braci Paixao. Cenie sobie tych zawodników, bo na tle naszej ligi są wyróżniającymi się postaciami, ale jeśli chodzi o rzuty karne to powinni wzorować się na Gervinho, czyli zakupić komplet ‘’specjalnych’’ krzeseł wypoczynkowych, które umieszczą za ławką rezerwowych i z takiej właśnie perspektywy będą oglądać konkursy ‘’jedenastek’’.  Ostatni pojedynek Śląska z Legią odbył się 8 marca i dla pań, które tego dnia zdecydowały się przyjść na stadion  nie był to chyba wymorzony prezent w dniu ich święta. Co prawda oglądaliśmy, aż cztery bramki ( ta Jakuba Rzeźniczaka niebywałej urody) lecz spotkanie rozgrywane było w ślimaczym tempie, a na dodatek wygrała drużyna, która tego dnia prezentowała się gorzej od rywala i w mojej opinii nie było to zwycięstwo zasłużone. 


Nadszedł czas na wnioski, a ukazują one słabość ligi. Poziom sportowy naszych ‘’ klasyków’’ jest obecnie niski. Tak niski, jak zadziwiająco niska jest frekwencja kibiców na tych meczach. O komplecie publiczności nawet nie ma co marzyć, ciągle widać masę wolnych miejsc, a boli to bardzo. Obecnie mamy naprawdę nowoczesne stadiony i żal patrzeć na to jak świecą pustkami. Gra Śląska nie budzi zainteresowania do tego stopnia, że w nowym roku gra on bez sponsora na koszulkach. Legia natomiast sprzedała swoją największą gwiazdę ‘’ Rado’’ do drugiej ligi chińskiej, gdzie zarobi on znacznie  więcej za dwa sezony niż tu za pół kariery. Odnośnie zarobków to i tak uważam, że w Ekstraklasie są one mocno przesadzone. Kiedyś ligowe klasyki takie jak Legia-Widzew przyciągały tłumy na trybuny, a piłkarze zarabiali mniej. Teraz natomiast występuje paradoks: im słabiej grasz, tym więcej zarabiasz (no, ale oczywiście jesteś wart tyle, ile za Ciebie zapłacą). Przyglądałem się temu tryptykowi z uwagą wierząc, że jego poziom wzbudzi zainteresowanie całej piłkarskiej Polski.  Z bólem serca trzeba jednak przyznać, że mecze te nie były klasykiem, a klasycznie… słabe.



Wyświetlenia: 1185
Proponowane artykuły