Wolne-dziennikarstwo.pl - Wywiad z Abelardem Gizą
wolne dziennikarstwo


W Polakach niesamowita jest energia. Mamy masę genialnych ziomków, którzy przez całe stulecia potrafili zmieniać i ulepszać świat. Kiedy pojawia się jakaś granica, kiedy ktoś przystawia nam nóż do gardła albo chce nas stłamsić, to nabieramy nadludzkiej siły i jesteśmy niezniszczalni.


Patryk Chodyniecki: „Kto ma racje – ten jest w mediach, a teraz jest tak, że kto jest w mediach - ten ma rację”. Tto są Pana słowa. Teraz proszę spojrzeć na to z innej strony: czy jest Pan w stanie wskazać całkowicie niezależne media? Pytam, bo uważam, że każdy kto ma rozum sam powinien sobie segregować informacje. Czy faktycznie ludzie młodzi „łykają” to, co im przekazują media?

Abelard Giza: W dzisiejszym świecie mamy coraz mniej czasu na segregowanie tego co usłyszymy. Jesteśmy zalewani szlamem, który w 90% nie ma żadnej wartości.  Produkujemy tysiące informacji dziennie i tylko ułamek jest dla nas rzeczywiście istotny. Naiwnie zakładam, że segregację powinien uskuteczniać redaktor. Ja mogę wybrać tego z lewej bądź z prawej strony - zależy do którego mi bliżej. Oczywiście, żeby mieć jak najbardziej obiektywny i rzetelny ogląd sytuacji, warto zapoznać się z punktem widzenia jednego
i drugiego.

źródło: https://www.facebook.com/abelard.giza/photos/a.127731277296042.22131.127042324031604/779397962129367/?type=1&__mref=message_bubble

PC: Ciekawi mnie to, w jaki sposób zachowywał się Pan w szkole (tzn. czasy młodzieńcze-nie żebym wypominał Panu wiek!) Ale zastanawia mnie fakt, czy w szkole, też Pan był takim dowcipnisiem i czy to przekładało się potem w jakikolwiek sposób na stosunek nauczycieli do Pana osoby? Nie wiem, żartowali np. że dostał Pan ocenę 5, oddawali kartkę, a tu dopalacz?

AG:  To co robię teraz jest pewnego rodzaju przedłużeniem tego, co działo się ze mną w dzieciństwie. Zawsze byłem aktywny, starałem się być twórczy i lubiłem opowiadać historie - czy to w formie skeczy w szkolnym kabarecie, czy spektaklu w młodzieżowym teatrze „Wybrzeżak”. Zazwyczaj wmyślałem zabawne scenki, ale nie byłem rodzajem klasowego„jajcarza”, który podkładał pinezkę na krzesło nauczyciela, czy chował żabę do piórnika koleżanki. Brałem udział w apelach, akademiach, szkolnych przedstawieniach, a do tego nie miałem problemów z nauką, dlatego nauczyciele raczej mnie lubili.

PC: Widziałem, że media zrobiły dużo cyrku w sprawie występu o Papieżu. Mnie rozbawił (występ i cyrk), większość moich znajomych też, ale wielu oburzył. Czym wg Pana jest to spowodowane? Pytam, bo zauważam obecną nagonkę na Pana Krzysztofa Pieczyńskiego.

AG: Jeśli tego typu wystąpieniem można tak namieszać w naszym pięknym kraju, to najlepiej świadczy to o poziomie polskiej polityki i mediów. Nie chcę mówić, że to ludzie nie mają dystansu, albo są niegotowi, bo to duże uproszczenie.  Mam to szczęście, że aktualnie na moje występy przychodzi sporo widzów. Ze sceny mówię często dużo bardziej ostre rzeczy niż w telewizji i to, że nie ma głosów oburzenia wiążę się głównie z tym, że ci ludzie mają świadomość na co przychodzą i co chcą zobaczyć. Znają mnie, wiedzą jaki mam stosunek do wielu drażliwych dla niektórych tematów. Ci, którym to nie pasuje - nie przychodzą.
I wszyscy są szczęśliwi.

PC: Oglądałem Pana większość stand-up ‘ów i za każdym razem zauważyłem pewną zależność. Jest śmiesznie, nie jest nudno, ale jak się głębiej człowiek zastanowi to jest tragiczne, bo to się dzieje na serio i w naszym kraju (zabrzmiało nacjonalistycznie,
ale proszę się nie przejmować) . Mam wrażenie, że stand-up to jest pewien rodzaj groteski, bo komedia łączy się z dramatem.  Do czego Pan by to porównał?

AG: Stand-up jest bardzo pojemnym pojęciem. Jest stand-up zaangażowany, jest stand-up mroczny, jest też stand-up lekki, łatwy i przyjemny. Chyba każda dziedzina sztuki ma podobnie (w muzyce na przykład mamy m.in. jazz, metal i disco).  Ja oprócz śmiechu chciałbym dać coś jeszcze. W ten sposób wyrażam siebie. Sam lubię takie połączenie. Idealnym przykładem jest film Roberto Benigniego „Życie jest piękne”. Śmiesznie i mocno jednocześnie. Dla mnie to połączenie jest najwyższym szczytem w komedii.

PC: Wcześniej tworzył Pan kabaret Limo, teraz zajmuję się Pan głównie stand-upem. Może Pan porównać obie formy? Tzn. Lepiej być solistą, lepiej w zespole, inny rodzaj przygotowania, inny rodzaj humoru?

AG: Nie da się tego porównać. To są zupełnie inne drogi. Będąc na scenie sam, doświadczam wszystkiego mocniej. Sukces jest mój, ale i porażka jest moja.  Kiedy się udaje - jestem  w siódmym niebie. Kiedy nie idzie – wszystko spada na moje barki.  W zespole żyje się inaczej. Funkcjonuje się jako element grupy. Czasem może być to męczące, ale zdecydowanie częściej czuje się wsparcie przyjaciół. Mam to szczęście, że i w Limo, i w Bez Cenzury pracowałem/pracuję z bardzo bliskimi mi ludźmi. To potężna siła, którą ma się za sobą w chwilach słabości.

PC:  Ciekawi mnie, czy jest w Polsce rzecz/cecha obywateli, która się Panu podoba? Nie mówię tu o pomocniczości typu „Masz problem?!” Ale o faktycznym zachowaniu, które Pan pozytywnie ocenia.

AG: W Polakach niesamowita jest energia. Mamy masę genialnych ziomków, którzy przez całe stulecia potrafili zmieniać i ulepszać świat. Kiedy pojawia się jakaś granica, kiedy ktoś przystawia nam nóż do gardła albo chce nas stłamsić, to nabieramy nadludzkiej siły
i jesteśmy niezniszczalni.

PC: Pytanie z innej beczki-czy wybiera się Pan na wybory prezydenckie i czy jest osoba, na którą chciałby Pan oddać swój głos?  Pytam, bo jakby nie  patrzeć, to wybory prezydenckie i kandydaci również są „jajcarscy” ;)

AG: Nie wybieram się na wybory. Nie uważam, żeby większość miała rację. Myślę, że powinni wybierać ludzie, którzy znają się na ekonomii i polityce, którym byle frajer nie wciśnie swoich głodnych, populistycznych kawałków.  Poza tym nie wierzę nikomu z kandydatów. Myślę, że powinna powstać szkoła dla polityków. Kto w klasie o profilu „polityka zagraniczna” ma najlepsze oceny zostaje ministrem spraw zagranicznych, kto jest prymusem z finansów - -powinien ogarniać budżet, a najlepszy uczeń, z najwyższą średnią powinien z automatu zostać premierem albo prezydentem.

PC:  Uwielbiam każdą formę poczucia humoru i mam pare ulubionych postaci  z tym związanych np. Leslie Nielsen, Jim Carrey, George Carlin, Pan, Kuba Wojewódzki i Charlie Sheen. Główne pytanie brzmi: Czy ma Pan ulubionych komików, lub gości z których czerpie Pan inspiracje?

AG: Staram się czerpać inspiracje zewsząd. Czasem przeciętny komik ma w swoim dorobku dwie minuty materiału, które zostają w pamięci na zawsze. Moi ulubieni komicy na dzień dzisiejszy to: Louis CK, George Carlin, Bill Hicks, Eddie Izzard, Stewart Lee, Ross Noble, Doug Stanhope. Z polskich m.in.  Kacper Ruciński, Jacek Stramik, Czarek Jurkiewicz, Wiolka Walaszczyk. I wierzę, że ta lista będzie się rozszerzać.

PC: Jest Pan osobą rozpoznawalną. Czy może Pan opisać jakąś patową i jednocześnie zabawną sytuację, która się Panu przytrafiła i jest związana z popularnością?

AG: Wszedłem do toalety, a koleś stojący przy pisuarze odwrócił się, zobaczył mnie
i wyciągnął dłoń w geście powitania, wołając: „O! Pan Abelard!”. No nie uścisnąłem mu ręki.

PC: Ostatnie pytanie: Ma Pan określony plan na siebie w związku z występami (ramy czasowe np.?) Czy może wyznaję Pan zasadę, że „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym”?

AG: Jeśli chodzi o kabaret Limo, wierzę, że udało nam się zejść w dobrym momencie. Wg zasady Władka Sikory, wolę, żeby ludzie pytali „czemu koniec?”, niż żeby się zastanawiali dlaczego wciąż funkcjonujemy. Jeśli zaś chodzi o moją karierę solową - dopiero zaczynam.

PC: Dzięki wielkie za wywiad i za poświęcony czas!

AG: Dzięki! Pozdrawiam!

 

Wyświetlenia: 1366
Proponowane artykuły