Wolne-dziennikarstwo.pl - 'Przez świat na fazie' - rozmowa z Dawidem Fazowskim
wolne dziennikarstwo


„Przez świat na fazie”-rozmowa z Dawidem Fazowskim, człowiekiem, który pokazuje, że można spełniać swoje marzenia.

 

Patryk Chodyniecki: W jednym ze swoich odcinków mówiłeś, że w Polsce nie ma prawdziwych owoców. Że różnica jest potężna pomiędzy bananami, papają itp. Z krajów, gdzie są produkowane, a tych, gdzie są wysyłane. Na czym to polega?

Dawid Fazowski: Przede wszystkim różnica polega w smaku. Ciężko jest wytłumaczyć jak to smakuje komuś, kto tego nie próbował. To jest zupełnie inna bajka. Owoce z krajów, gdzie występują naturalnie, są najpierw ładowane chemią, potem upychane do statków, następnie 3 tygodnie tymi statkami płyną np. do Polski i dopiero trafiają na półki. W Polsce dojrzewają przez chemię, którą zostały wcześniej naładowane, tam natomiast- dojrzewają naturalnie. Jak byłem w Afryce, to widziałem jak ten proces wygląda. Banany są ścinane (w sensie cała kiść), później odkłada się je na bok i one  w tydzień są na tyle dojrzałe, że można je zjeść.

PC: Mam takiego znajomego, który dużo podróżował i pisał na ten temat reportaże. Opowiadał mi kiedyś, że był w Peru i tam jest bardzo tanie życie. Mieszkał tam 4 lata i uważa, że
w porównaniu do Polski, to tam jest taniocha. Gdzie Tobie żyło się najlepiej?/Najtaniej?

DF: Przez Peru to akurat byłem tylko przejazdem i faktycznie-owoce mieli tanie. Jest to spowodowane tym, iż sami je „produkują” tzn. to co mogą wyrobić sami jest tanie, a to co się sprowadza z zagranicy jest już dużo droższe. Powiem Ci, że w Boliwii np. można było zjeść obiad, który składał się z dwóch dań, a całość kosztowała 4złote. Oczywiście nie były to warunki na miarę porządnej restauracji, bo jedzenie kupowało się u takiej babci, która siedziała na rogu i wyciągała je z wiadra.

PC: Ale to żarcie, to było takie, że zjadłeś i przeżyłeś? Czy może zjadłeś i dwa dni w toalecie?

DF: <śmiech> To się zdziwisz…Byłem nie tylko najedzony, ale jeszcze podziwiałem smak tej kuchni. Lubię jedzenie, które ma pikantny smak, dlatego zawsze do wszystkiego ładuję sosu. W Boliwii dawałem zielonego sosu, który wszystkim potrawom dodawał pikanterii.

PC: Masz jakąś osobę, która zainspirowała Cię do podróży? Cejrowski, Wojciechowska, Fiedler?

DF: Każdy oglądał ich programy („Boso przez świat”, „Kobieta na krańcu świata”), czy za łebka, czy w dorosłości. Kiedyś powiedziałem sobie po prostu, że mogę i tyle. Byłem w Gruzji, byłej Jugosławii i Albanii. Jak to przeżyłem, to stwierdziłem, że teraz kolej na Amerykę Południową. Moje podróże zaczęły się dosyć konkretnie, najpierw rzuciłem się na głęboką wodę, a potem starałem się przetrwać. Jak patrzę z perspektywy czasu, to nikomu nie polecam takiego podejścia, bo uważam, że z mojej strony było to nieodpowiedzialne.

PC: Wiesz, nie polecasz, ale jednak osiągnąłeś to, co chciałeś i jesteś zadowolony.

DF: No tak,  ale tutaj pojawia się kwestia psychiki. Uważam siebie za osobę, która ma twardą psyche
i mało rzeczy jest w stanie mnie zagiąć. Najgorszą rzeczą, jaką przeżyłem podczas tych podróży był głód. On niejednokrotnie trwał 2-3 dni. Przez brak posiłków człowiek szybko traci energię i zapał do życia. Jeżeli człowiek zaczyna jeść znowu regularnie, to i tak ma rysę przez brak jedzenia. Wiele osób mówi: „a fajnie pewnie pojechać bez pieniędzy i przetrwać”, a ja sądzę, że pomimo poradzenia sobie w takiej sytuacji-więcej bym tego nie zrobił, bo to jest zbyt ryzykowne.

PC: To teraz wycieczki z wypchanym portfelem?

DF: Może nie z jakąś olbrzymią gotówką, ale chciałbym mieć chociaż jeden posiłek dziennie.

PC: O chłooopie! Dla mnie raz dziennie to już jest głód!

DF: <śmiech>

PC: A propos głodu, dużo widziałeś żebraków podczas swojej podróży?

DF: Myślę, że przestałem zwracać na to aż taką uwagę, bo naoglądałem się żebraków w Albanii. Wiesz, w każdym kraju (tak mi się zdaje) znajdziesz dzielnice slumsów, ale ja trzymałem się od nich
z daleka. Przez moją znajomość języka, lub jej brak, starałem się omijać takie dzielnice szerokim łukiem. Powiem Ci taką ciekawą rzecz, że jak byłem w Boliwii i patrzyłem się na domy tych ludzi, którzy tam mieszkali, to oni sprawiali wrażenie zadowolonych, że tam mieszkają.
Chyba preferują ten styl życia.

PC: Jakie znasz języki obce?

DF: Nie mogę powiedzieć, że znam języki obce, ale że w nich potrafię się dogadać. Więc bezproblemowo dogadam się w:

- rosyjskim,
- ukraińskim,
- angielskim,
- hiszpańskim.

Język hiszpański umiem najsłabiej, ale jak nie wiesz co powiedzieć, to niektóre sprawy można załatwić gestami.





PC: Spotkałeś gdzieś Polaka w takim miejscu/kraju, że się nie spodziewałeś?

DF: Nie przypominam sobie takiej sytuacji, ale mogę opowiedzieć o produktach z cyklu „made in Poland”. W Paragwaju jest piwo, które ma dobrą popularność, jest modne i szanowane nazywa się GOOLMAN i produkuje je Perła.  Kolejnym produktem, który jest znany i lubiany  w Ameryce Pd jest Polska wódka - wszędzie lubiana i pita z uśmiechem na twarzy.

PC: Nie myślałeś o napisaniu książki na podstawie swoich podróży?

DF: Wiesz, moje podróże są dosyć specyficzne. Jeżeli znalazłaby się osoba, która chciałaby to spisać, to myślę, że mogłaby powstać całkiem niezła komedia.  Myślę nad tym, bo to fajna pamiątka na całe życie.

PC: Jakie masz wykształcenie?  Pytam, bo ciekawy jestem, czy jest to związane z twoim podróżniczym stylem życia.

DF:  Ja kończyłem szkołę górniczą.Miałem być górnikiem, jak moja mama, brat, dziadek, jak wszyscy w mojej rodzinie.  Moje plany się zmieniły, bo poczułem, że ja chcę jednak robić coś innego.  Ja chcę tylko spełniać swoje marzenia i uważam, że jestem dobry w tym co robię.  Będąc górnikiem robiłbym to wszystko co inni i nie czułbym się dobrze, po prostu nie byłbym szczęśliwym człowiekiem.

PC: Czyli twoim sposobem na życie jest brak monotonii?

 DF: To też, ale moim największym marzeniem jest prowadzenie programu kontrowersyjno-podróżniczego. Widziałem, że za granicą takie programy powstawały i dają radę. Ważne, żeby było śmiesznie i ciekawie.

PC:  Masz pomysł na kolejnego trip’a?

DF: W październiku chciałbym zwiedzić kraje europejskie, stamtąd do Iranu (tego kurdyjskiego), Pakistan, Wietnam, Chiny, Indie, Kazachstan-zobaczymy co z tego wyjdzie.

PC: A np. w głąb Afryki?

DF: Na dzień dzisiejszy jest tam zbyt niebezpiecznie i wolę się wstrzymać.

PC: Porozmawiajmy o kobietach. Jakie kobiety są najpiękniejsze na świecie i dlaczego właśnie Polki?

DF: <ŚMIECH> Ja mam na ten temat pewną teorię. Nie można mówić, że jakieś kobiety są najpiękniejsze na świecie, ale można mówić z jakiego kraju są najładniejsze Europejki, Afrykanki, Azjatki.

PC: No to inaczej: w jakim kraju są najpiękniejsze Europejki?

DF: Na to pytanie nie mogę niestety odpowiedzieć, gdyż nie zwiedziłem jeszcze całej Europy.

PC: Ehhh zepsułeś! Myślałem, że jednak powiesz, że Polki…

DF: No dobra, Polki są piękne!

PC: Jak wygląda finansowanie twoich podróży? Pracujesz w tych krajach? Oszczędzasz w Polsce?

DF: Do większości krajów przyjeżdżałem bez pieniędzy. Utrzymywałem się głównie z robienia baniek mydlanych.  Zaczynałem od Boliwii, a potem największa kasa wpadała w Meksyku. Jest to dosyć spora atrakcja dla miejscowej ludności, a bańki mydlane to oni widzą, jak ktoś z Europy przyjedzie i im pokaże.  Na Wyspach Kanaryjskich miałem już konkretną robotę, bo pracowałem w hotelu i zarobione pieniądze przeznaczałem na finansowanie swoich dalszych podróży. Powiem Ci, że w niektórych krajach można przetrwać z bardzo małą ilością gotówki. Były momenty, że obcy ludzie uratowali mi skórę. Pomogli mi, np. na jachcie, gdy dorzucili mi się do jedzenia, bo mi trochę brakowało.  Pomogli mi też, gdy miałem być deportowany z Brazylii, bo brakowało mi do biletu, to mi dołożyli. Wiele razy byłem wożony na stopa, a np. w Kolumbii problem był taki, że granicę Panama- Kolumbia można przejść łatwo, ale z Kolumbii do Panamy nie jest tak kolorowo, bo dadzą Cię  do obozu uchodźców, a tam raczej nie jest za wesoło. Ludzie pomogli mi z tą granicą i jakoś daliśmy radę.

 PC:  Wiążesz przyszłość z Polską?

DF: Oczywiście, że wiąże. Nie rozumiem jak można żyć w innym kraju niż Polska. Rozumiem jedynie tych, którzy faktycznie nie mają tutaj perspektyw. Powiem w ten sposób, jak ktoś liźnie te wszystkie kraje, które ja liznąłem, to zrozumie, że w Polsce jest najlepiej. Kiedyś ktoś powiedział, że woli gówno w polskim polu, niż kwiatki w Neapolu i ja się pod tym podpisuję. Rozumiem osoby, które mają rodzinę i wyjeżdżają z kraju, aby na nią zarobić, ale ja jestem sam i będę walczył o to, abym mógł żyć w tym kraju normalnie.  Ja się zakochałem w naszej kulturze i historii i nie patrzę na to, co się dzieje na ul. Wiejskiej, lecz na to, co się dzieje z nami.

PC: Dzięki wielkie za wywiad i życzę powodzenia w dalszych podróżach!

DF: Również dziękuję. 

Wyświetlenia: 5966
Proponowane artykuły