Wolne-dziennikarstwo.pl - Żużel - czy do końca czarny sport?
wolne dziennikarstwo


Jeszcze w latach 70. czy 80. kiedy kibic wracał z meczu żużlowego, widać było po ubiorze, że właśnie z takowego wraca. Od stóp do głów był bowiem umorusany na czarno od wszechobecnego żużlu. Obecnie jako nawierzchnię stosuje się specjalne mieszanki granitu lub sjenitu i dzięki temu zawodnicy są bardziej czyści, a kibice na trybunach mogą zjawiać się nawet w białych koszulkach.

Zmiana nawierzchni była jedną z pierwszych tak istotnych w historii popularnego ”speedwaya”. Na kolejne musieliśmy czekać do 2005 roku, kiedy to władze żużlowej Ekstraligi, za jeden z warunków otrzymania licencji przez klub postawiły posiadanie dmuchanych band okalających tor. Była to chyba najistotniejsza decyzja, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo zawodników, bowiem pneumatyczne bandy pochłaniały siłę uderzenia. W porównaniu ze starymi drewnianymi, różnica była ogromna, a zderzenia zawodnika z bandą, nie skutkowały już bardzo groźnymi urazami, zagrażającymi nawet życiu, a często jedynie drobnymi kontuzjami, których w takim sporcie zupełnie wyeliminować się nie da. Bandy dmuchane funkcjonują z powodzeniem od 2006 roku na wszystkich torach żużlowej Ekstraligi i na pewno zmniejszyły ryzyko do minimum.

Kolejnymi decyzjami władze Ekstraligi chciały wyrównać poziom drużyn występujących w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Nie da się jednak jednoznacznie ocenić, czy im się to udało, czy jednak nie, ale intencje mieli zapewne szlachetne. Pierwszą próbą było wprowadzenie tzw. współczynnika KSM (Kalkulowana średnia meczowa). Krótko mówiąc jest to współczynnik określający poziom danego zawodnika (powyżej 10 – świetny, poniżej 6 – bardzo słaby), obliczany na podstawie danych z poprzedniego sezonu. Tym samym w sezonach 2011 i 2012 minimalny KSM wśród drużyn występujących w Ekstralidze ma wynosić 34, a maksymalny 44 punkty. Teoretycznie sprawiedliwe, ale w praktyce już mniej. Przyjmijmy, że jakiś zawodnik błyszczał w zeszłym roku i jego współczynnik KSM wyniósł 10,50, ale w obecnym ma jakieś problemy, albo po prostu spadek formy i notuje słabsze występy – wersja pesymistyczna. Natomiast jeżeli jakiś zawodnik miał współczynnik równy załóżmy 6,50, a obecnie prezentuje się fantastycznie – tutaj natomiast scenariusz optymistyczny. Może to tym samym prowadzić do nierówności, a wiele będzie zależało od szczęścia albo, tzw. ”szóstego zmysłu”

Również w 2011 roku FIM (Międzynarodowa Federacja Motocyklowa) zadecydowała o zmniejszeniu hałasu na stadionach żużlowych(niejako jednego z uroków tego sportu), w tym celu wprowadzając nowe tłumiki do motocyklów, które miały ograniczyć hałas z 94 dB do 88 dB. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, bo przecież chronimy swój słuch, a co za tym idzie także zdrowie, ale okazało się, że z tym zdrowiem to tak nie do końca. Według przedstawicieli środowiska żużlowego nowe tłumiki są niebezpieczne, ponieważ przede wszystkim bardzo szybko się przegrzewają, a w przypadku zmiennej przyczepności nawierzchni lub minimalnej nierówności na torze, kontrola nad motocyklem jest niemożliwa. Przepychanki w tej sprawie trwały bardzo długo, a Polacy mieli nawet bojkotować zarówno imprezy w kraju jak i międzynarodowe. Skończyło się sukcesem połowicznym, bowiem Polski Związek Motorowy ostatecznie zmiękł i zezwolił na używanie ”starych” tłumików w rozgrywkach w Polsce. Natomiast FIM pozostał nieugięty, a po groźbie wykluczenia polskich zawodników i reprezentacji z Mistrzostw Świata, polscy żużlowcy nie mieli innego wyjścia, tylko przystać na decyzję związku.

Najnowszym przedsięwzięciem, tym razem znów Polskiego Związku Motorowego, był pomysł, aby od obecnego sezonu, w Polskich klubach mógł występować tylko jeden uczestnik Grand Prix (Indywidualne Mistrzostwa Świata na żużlu). Pomysł o tyle poroniony, że polska Ekstraliga żużlowa jest najlepszą na świecie, a to ograniczenie spowodowało jej osłabienie. Owszem nie bardzo drastyczne, ale zawsze. Tym samym wielu klasowych zawodników musiało szukać pracy w ligach niższych, albo w innych krajach. Największy sprzeciw podniósł Stelmet Falubaz Zielona Góra,. Bardzo prawdopodobne było to, że w tegorocznej Grand Prix wystąpić mogło trzech zawodników zielonogórskiego klubu, co równałoby się ze sprzedażą najlepszych zawodników. Jednak zawirowania wokół tego zespołu spowodowały, że ostał się tylko jeden. Szczęście w nieszczęściu można powiedzieć. Inne kluby też nie miały łatwo, bo przy ustalaniu składów i transferach musiały brać pod uwagę ten dziwny przepis oraz współczynnik KSM.

Trudno jest ocenić wszystkie zmiany jako dobre lub złe. Cześć z nich było zdecydowanie im plus, jak chociażby dmuchane pneumatyczne bandy. Natomiast niektóre, jak chociażby tłumiki, czy tylko jeden zawodnik z Grand Prix w klubie, delikatnie mówiąc nietrafione. Ciekawe co szykuje na przyszły rok FIM i PZMot, oby coś bardziej racjonalnego.

Wyświetlenia: 3422
Proponowane artykuły