Wolne-dziennikarstwo.pl - Nie śpię, bo...?
wolne dziennikarstwo


  Uwielbiam brać studencką. Zauroczenie to nie odnosi się jedynie do (nie)zapomnianych imprez, adrenaliny towarzyszącej wyrzucaniu przeróżnych przedmiotów oknem, ale i do społeczności, która potrafi się zjednoczyć.

Pamiętam jedną z pierwszych imprez w akademiku, który zawsze zostanie w moim sercu jako "ten mój" akademik. Pamiętam nie ze względu na imprezę, którą trzeba było odtwarzać za pomocą galerii na opole24.pl i ostatnich połączeń w telefonie. Pamiętam ze względu na zjawisko, które było dla mnie abstrakcją po wszystkich tych latach licealnych podziałów na lepszych (czyt. popularniejszych) i gorszych (indywidualistów). Dokładnie mówię o sytuacji kiedy wpadam na imprezę, gdzie ówczesna "legenda" akademika polewa płyn własnej roboty o podejrzanym kolorze. O dziwo, nie zaskoczył mnie smak i zdecydowanie zbyt duże natężenie etanolu w kieliszkach. Zdziwiło mnie to, o czym próbuję napisać od samego początku, a w czym zwyczajnie się zakochałem.

Wszyscy są gościnni. Każdy każdemu. Czegoś nie ma – ktoś pobiegnie, załatwi. Scenka rodzajowa : Siedzi (generalizując) Rastaman z Techno-mułem i piją wódkę. Rozmawiają, śmieją się, mają różne poglądy i zdania. Ale rozmawiają! Nie rzucają epitetami, nie generalizują. Tolerują się. Dowiadują czegoś nawzajem. Wyciągają ze wzajemnej rozmowy to co najlepsze - doświadczenia. Za to pokochałem brać studencką, która dała mi (nadal daje) tyle fantastycznych wspomnień i pozawala przeżyć takie niezapomniane i świetnie zorganizowane imprezy.


Tym bardziej nie rozumiem, dlaczego (skoro potrafimy tak współpracować w ramach akademikowego życia) dajemy się robić w KONIA? 


Dlaczego potrafimy załatwić na akademiku każdą imprezę tematyczną, każde akcesoria kuchenne, każdy sprzęt AGD (czasem go wyrzucić), a z taką samą skutecznością nie potrafimy zadbać o własne sprawy na tym Uniwerku? Dlaczego dajemy robić się w konia odnośnie przywilejów? Dlaczego jesteśmy bierni? Dlaczego nie walczymy o plastikowe legitymacje? Dlaczego dajemy odbierać sobie tostery, skoro i tak płacimy kasę za włączenie alarmu? W imię naszego dobra? Wątpię, czy ktoś u góry walczy o nasze dobro. Raczej o wygodę. Zapewniam – absolutnie nie naszą.

Będę to mówił z bólem. Niestety, zawiodłem się ostatnio na dwóch inicjatywach moich kolegów ze studiów. Nie na Kolegach się zawiodłem. Raczej na ich zapale. Świetny pomysł, by w ramach zajęć przeprowadzić akcję "3x TAK", walczący m.in. o plastikowe legitymację na UO. Świetny manifest "Nie śpię, bo chowam toster". Liczyłem na te inicjatywy i popierałem je całym sercem, mówiąc sobie "w końcu, ktoś uderzył w stół". Nożyce nie zdążyły się jednak odezwać. Początkowo ten tekst miał być o tej inicjatywie, miał ją wspierać i nawoływać do przyłączania się i do tego, by walczyć o naszą wspólną sprawę. Niestety, gdy umawiałem się na wywiad i szukałem reprezentanta projektu, który może powiedzieć mi kilka słów o tym, jakie mają plany, spotkało mnie przykre rozczarowanie:



Jeden z organizatorów akcji 3X TAK: Tak jak pisałem, większość osób potraktowała to po prostu jako zadanie do wykonania i dlatego pomysł upadł. Sama idea jest dobra, ale brakuje chyba wszystkim chęci do dalszego i mocniejszego promowania akcji, która mogłaby przynieść konkretne rezultaty. Może gdyby był większy odzew i kilka osób dalej chciało prowadzić akcję, dołączyłbym się do nich. Ale nie było takich sygnałów od innych osób, które współtworzyły bloga i stronę na fb.

MK: Jak myślisz, czym jest ta bierność spowodowana ?

Jeden z organizatorów akcji 3X TAK: Nie mam pojęcia... Być może wynika to z braku czasu, a być może po prostu część osób od początku robiła to z założeniem, że będzie to funkcjonować tylko w ramach zajęć, a nie poza nimi.

MK: A Ty, osobiście, nie myślałeś o tym by przejąć tę akcję, rozkręcić i doprowadzić do końca ?

Jeden z organizatorów akcji 3X TAK:
Obawiam się, że nie miałbym wystarczająco czasu, żeby prowadzić tę akcję. A nie lubię robić czegoś na pół gwizdka. Jak już się za coś brać, to porządnie.



Podobnie akcja z tosterami - inicjatywa świetna. Gdyby doszło do protestu spodziewałbym się tłumów równych protestowi ACTA w Opolu. Studenci są solidarni. Każdy walczyłby o "wolne tostery". Miałem wizję pięknego zrywu studenckiego...Niestety.



Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Inicjatywa powstała na warsztatach internetowych, musieliśmy zająć się problemem dotykającym studentów, został stworzony blog, gdzie opisywaliśmy całą sytuację, gdzie swoją opinię wypowiadali studenci naszej oraz innych uczelni, powstał też fanpejdż na fb. wydaje mi się, że dalej nie będziemy tego prowadzić.

MK: Dlaczego inicjatywa tak szybko upadła ?

Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Tak jak wspomniałem, projekt był prowadzony na zajęcia, a nikt z nas nie zdecydował się nie kontynuowanie tej inicjatywy.

Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Myśleliśmy o tym tylko jako zadaniu, więc nikt nie zmienił swojego podejścia do tego.

MK: Z tego co widzę, faktycznie cała akacja była tylko "zadaniem domowym"?

Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Tak samo mówiłem na początku. zapewne inne osoby, które w tym uczestniczyły wiedzą więcej na ten temat.

MK: Wiesz, liczyłem na to, że powiesz mi, że byliście gdzieś w samorządzie, pytaliście kogoś z góry itp - może jestem idealistą, ale myślałem, że trochę mocniejsza będzie ta akacja - idea była zacna

Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Ktoś chyba był, albo przynajmniej miał być.

MK: A udało się coś osiągnąć w związku z tą akcją? Czy jedynie zaliczenie na przedmiocie ?

Założyciel Fan Page'a "Nie śpię bo chowam toster": Tylko to drugie.


Parę tygodni przed aferą z ACTA rozmawiałem z pewnym cenionym wykładowcą na UO. Był rozżalony biernym podejściem studentów do spraw tak dla nich istotnych jak stypendia, czy przywileje. Na moje pytanie „ a podobno Polacy to „first to fight?”, odpowiedział krótko: „ ale już nie teraz...”. 
Kilka tygodni później byłem dumny, że młodzi ruszyli się sprzed komputerów i (często nieświadomi, ale czujący obowiązek) zjednoczyli się w sprawie ACTA.


MK: Co jest powodem tej bierności młodych ludzi? Czy to może być spowodowane ich brakiem świadomości ? Czy zwykłą wygodą?

Wykładowca: O wiele bardziej dziwi mnie, że łatwiej pewnym środowiskom politycznym jest wyciągnąć starszych ludzi na ulicę, dać im szturmówki i transparenty do rąk i kazać krzyczeć polityczne hasła - mówi inny wykładowca - a młodzi w ważnych sprawach, już pomijam sprawę ACTA, niezdający sobie sprawy jaka jest sytuacja na rynku pracy, wymagania coraz głupsze, idiotyczne rozmowy kwalifikacyjne oraz działy human research. Te wszystkie rzeczy, które funkcjonują na rynku pracy i tak mocno podcinają skrzydła młodym ludziom, dlaczego przeciwko temu nie protestują? ACTA ? ACTA nie daje chleba . Skończymy studia i co? Pracodawca dalej będzie wymagał dziesięcioletniego doświadczenia, niechęci posiadania potomstwa przez najbliższe 80 lat i znajomości przynajmniej 16 języków . To w moim odczuciu jest uwłaczające ludzkiej godności. A to jaki jest zapał ludzi? Moim zdaniem zapał jest słomiany i to jest nieszczęście, nie chodzi o to by młodzi ludzie protestowali. Chodzi o to by podejmowali jakąkolwiek inicjatywę. Wstępowanie do organizacji, stowarzyszeń studenckich. Angażowali się. To u nas kuleje, jak mamy stworzyć społeczeństwo obywatelskie, jeśli ludzie nie chcą się angażować? Jeśli nie zmienimy tego środowiska wokoło siebie, to co dopiero mówić o całym kraju. Mamy przykłady tosterów, zaśmiecania miasteczka – tu trzeba oddać szacunek samorządowi, który sam sprząta po wszystkich imprezach. Ludzie tak jak pili to piwo, tak wstają i odchodzą. Problemem jest, także bierność reprezentujących studentów. Dlaczego, widząc powstające inicjatywy, nie poszli do kierownika i nie wynegocjowali kompromisu? Ja w każdym razie z żadnego przekazu medialnego ani od żadnego studenta tego nie słyszałem. Słomiany zapał i porzucenie inicjatywy.

MK: Czy warto się stawiać, tam na górze?

Wykładowca: Warto się stawiać. Zawsze byliśmy szanowani przez rektorów. Zawsze wiedzieliśmy, że mogliśmy wypowiedzieć swoje zdanie, które było w opozycji. Mam nadzieje, ze nadal tak jest.


Na dniach, na Wolnym dziennikarstwie będzie miała miejsce premiera programu Katarzyny Głowani pt. "przeSondy" - Kasia pytała studentów na kampusie UO jakie widzą mocne i słabe strony Uniwersytetu w Opolu. Gdy przesłuchiwałem nagrania przypomniało mi się słowa Naomi Klein. Po wygranej Baracka Obamy w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych, często porównywało się jego politykę do polityki Franklina Roosevelta. Klein w swojej książce "Doktryna Szoku" odnosząc się do tego zestawienia, przytoczyła ciekawą fakt z urzędowania 32 prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Mówiła w niej, że "gdy jakiś związek albo organizacja przychodziła do prezydenta Roosevelta i proponowała mu progresywną politykę, którą chcieli włączyć do tzn. "Nowego Ładu", słuchał ich, po czym mówił: "A teraz idźcie i sprawcie bym musiał to zrobić". I tak się stało. Wiecie, ile było strajków w przełomowym 1937 w Stanach Zjednoczonych? 4740 strajków, przeciętnie po 20 dni. A wiecie, ile w 2007? - 21! "

Więc jeśli chcemy, by traktowali nas poważnie, by nasze postulaty były wysłuchiwane, byśmy w końcu dostali to, co nam się należy, a na innych uniwerkach jest standardem ...

MUSIMY IŚĆ I SPRAWIĆ BY MUSIELI TO ZROBIĆ !

Wyświetlenia: 3013
Proponowane artykuły