Wolne-dziennikarstwo.pl - Panda? Pan nie da.
wolne dziennikarstwo


            Byłam. Tańczyłam i wino piłam. No, prawie. Środa była pod znakiem premiery LipDuba. Oczywiście nie można zapomnieć o Chilli i Jareckim, czyli głównych gwiazdach wieczoru. Ale od początku....

            Mam to szczęście, że artykuł (wpis?) piszę, jako osoba "organizująca", ale przede wszystkim uczestnicząca, a także bierny obserwator. Wszystkie trzy punkty widzenia i jednym oku - dlatego uprzedzam, że wszelkie zarzuty nierzetelności tego tekstu będę odpierać z taką siłą, z jaką one będą napływały.

            Wczorajsze Studio Dźwięku na kampusie UO (Studio Dźwięku czy osobna impreza Piastonaliowa, nie znalazłam, kto "patronuje") przetrwało groźne pomruki niebios. I dzięki Bogu, bo nie wyobrażam sobie, żeby cały kampus pomieścił się w sali koncertowej SCK-u. Już nie chodzi o same koncerty... Ale o FILM!

            Brać studencka podzieliła się między błonia Politechniki a kampus Uniwersytetu, dlatego nie było tak imponującej liczy osób jak na Wielkim Grillowaniu. Z drugiej strony - działo się. Może mało zauważalnie, aczkolwiek było stoisko z hamburgerami naszego nadwornego kucharza Piotra (apel do Ciebie: następnym razem nie chowaj się po kątach, tylko otwarcie wyjdź do ludzi ze swoimi specjałami), obok ekipa miała bębny i pogrywała wesoło (moje taneczne wnętrze bawiło się z Wami, drodzy koledzy, ale następnym razem wybierzcie moment, kiedy nie będą Was zagłuszać koncerty), a gdzieś tam hen pod wydziałem głównym migały mi ogniste kule (dlaczego nie wyszliście na środek? Ledwo było Was widać!).

            Pod SCKiem koncerty - wejście na siku jedynie z akredytacją. Najbliższa stacja (Lotos?) obwarowana, czynne jedynie okienko "nocne" (o godzinie 20:00?! Nocne?!) i nie ma mowy o wejściu do środka. Paranoja. Skrzyżowanie dalej pusty Orlen. PUSTY! Cóż, ciężka pupa nie pozwala ruszyć się dalej... Proszę bardzo, kwitnijcie sobie grillowicze pod tym okienkiem, ja się przejdę i spokojnie zaspokoję wszelakie potrzeby.

            Na chwilę przed 22:00 pod sceną zawrzało. Każdy szukał dogodnego miejsca, by poczuć się jak w Cannes. Zespół się rozochocił i grał, i grał, i grał, i grał i powoli przestawało mi się ich granie podobać. Dookoła mnie rozlegały się głosy: "Dajcie LipDuba!". Zniecierpliwienie niczym na prezenty gwiazdkowe. W pełni to rozumiałam. Na kolanach dziękuję (jeszcze nie wiem komu…) za ekrany! Ręka boska Was uchroniła od durnych pomysłów wyświetlania filmu na ścianie Mrowiska czy wydziału głównego! DZIĘKUJĘ!

            No i tutaj zaczyna się teren niebezpieczny…

            Byłam malutką cząstką organizacyjną LipDuba: pod sobą miałam dziewczyny z Jasminum Project, a jednocześnie tworzyłam grupę hip-hopu pod Orlikiem. Zebrać ludzi - rzecz niełatwa. Utrzymać ich w pogodnych nastrojach, pełnych zapału i chęci do powtarzania sekwencji po raz "enty" - jeszcze trudniejsze wyzwanie. Dlatego w pełni rozumiem wysiłki Jaśka Woźniaka. Nie rozumiem WAS! Tych, którzy siedzieli na kocykach i nawet się nie ruszyli, żeby zrobić sztuczny tłum! Proszę bardzo! Teraz macie puste przestrzenie na filmie, momenty, kiedy robi się "łyso" na ekranie, jakieś takie niezagospodarowane plamy. Narzekajcie sobie dalej - macie rację, wygląda to niefajnie, ale sami do tego dążyliście. Możecie dalej sobie leżeć na kocykach, tylko nawet nie próbujcie komentować.

            Zarzuty, że mało osób śpiewa - racja. A to tylko dlatego, że tekst, jego tempo, sposób śpiewania jest dla przeciętnego studenciaka za trudny. Sama nie potrafiłam złapać flow Cheeby, jednocześnie wirując. Tekst był dostępny na Facebooku na kilka dni przed kręceniem, a sama piosenka w ogóle. Dostali ją jedynie organizatorzy poszczególnych sektorów. Kiepsko.

            Za wolne tempo. Oj, zdecydowanie! Tempo piosenki nie jest szybkie, aczkolwiek kamera mogła przyspieszyć. Z tego, co zauważyłam (poprawcie, jeśli się mylę) została wybrana wersja, gdzie zabrakło muzyki. Jasminum Project za każdym razem wchodziło na "nanananana", a tutaj mamy ten jeden jedyny raz, kiedy kamera się spóźniła. Szkoda, bo dynamika piosenki została totalnie popsuta przez antydynamikę kamery.

Dlaczego ona tak mało lata? - usłyszałam.

Ale o co ci chodzi? Była na stedi-camie.

I co z tego? Przecież nie musiała być taka statyczna! Mogło być większe flow...

Z drugiej strony: dobrze, że obraz nie lata z góry na dół i z dołu do góry. Mogę spokojnie dojrzeć dziewczynę robiącą gwiazdy na Orliku, gościa z flagą Polski (który radośnie mknie za moimi plecami), Makranę na schodach, a przede wszystkim ludzi biegnących do SCKu! Obejrzycie uważnie i piszcie, co jeszcze Wam się rzuciło w oczy. Naprawdę, można znaleźć niezłe kwiatki. Polecam! Różnorodność - jestem na TAK!

            Intro - tutaj mam wiele do powiedzenia. Może znowu ktoś się poczuje urażony i zaniecha współpracy z nami, ale trudno! Intro jest beznadziejne! Rozczarowałam się bardzo. Raz: za długie. Dwa: bez ładu i składu. Trzy: ktokolwiek widział, ktokolwiek wie - zgubił się nam główny bohater! Intro nie dłużyłoby mi się, gdyby miało jakiś sens. Takie było założenie na pierwszym zebraniu: jest student, baluje całą noc i budzi się dnia następnego pod Civitasem, gdzie zaczyna swoją podróż. W rzeczywistości mamy: Radio Sygnały, potem Radio Sygnały i Radio Sygnały i nagle Szymon. Gdzie jest Szymon? Co to za pomieszczenie? Klub, limuzyna, akademik? Sekwencja, przepraszam, ale niezrozumiała. Zamysł był dobry, a wyszło jak wyszło… Szymon - gdybym osobiście człowieka nie znała, w ogóle bym nie skojarzyła, że to ten sam chłopak skacze po scenie, który był na początku. Nie przewija się przez całą trasę. Moim zdaniem, podróżnikiem po UO powinna być Panda. Jako nasza maskotka, jako zabawne stworzonko, które uciekło z czyjegoś projektu i biega sobie po kampusie. Pandy zdecydowanie było za mało.

            Powiem tak: ogromne ukłony dla Samorządu, dla Radio Sygnałów i dla tych  wszystkich, którzy przyczynili się do powstania LipDuba. Dobrze ktoś zauważył (komentarzy na YouTube coraz więcej!), że nie kręciła to profesjonalna firma, tylko student. Mimo wszystkich uwag, które tu poczyniłam, jestem dumna z naszego LipDuba. Jako jedyni mamy niezależną, oryginalną i taką "naszą" piosenkę. Nie, to nie powinien być hymn Piastonaliów - Piasty są tylko częścią naszego życia akademickiego, a ten utwór opowiada o całości. Inni mogą nam tylko pozazdrościć.

            Oglądajcie, piszcie i cieszcie się tym, co mamy - bo może mamy niewiele, ale za to nasze, a nie pożyczone, skopiowane czy kradzione. I jak widać studenci robią masę innych rzeczy - nie tylko piją i imprezują. Dziękuję za uwagę.

Wyświetlenia: 1381
Proponowane artykuły