Wolne-dziennikarstwo.pl - Piłka zmienną jest
wolne dziennikarstwo


83 minuta meczu finałowego Ligi Mistrzów, Mueller strzela bramkę, Alianz Arena w ekstazie, Bayern w ekstazie, Niemcy w ekstazie, niebieska część Londynu w rozpaczy, wszyscy myślą, że to już koniec. Mija 5 minut, wyrównująca bramka dla Chelsea emocje zgoła inne, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Bawarczykom drżą nogi, a w serca piłkarzy i fanów Chelsea wraca nadzieja. Piłka nożna po raz kolejny pokazuje swoją zmienność i nieprzewidywalność.

Może nie był to najlepszy finał Ligi Mistrzów w historii, nie padło dużo bramek, mało było zapierających dech w piersiach akcji, a zespoły bardziej nie chciały stracić bramki niż ją zdobyć. Taki niestety „urok” finałów, obecnie trochę bardziej przypominających partię szachów niż dobre piłkarskie widowisko. Do 80 minuty emocji jak na lekarstwo, nie zdziwiło by mnie, jakby oprócz fanów Chelsea i Bayernu, reszta trochę przysypiała. Ale to co się wydarzyło później, nie tylko zbudziło największych ignorantów, ale również przysporzyło ich o wyższe niż zwykle ciśnienie i częstsze bicie serca. Podczas ostatnich dziesięciu minut podstawowego czasu gry, oraz 30 minut dogrywki, działo się chyba wszystko. Wzloty, upadki, tragedie i radości, łzy i uśmiechy. Gdyby całe spotkanie wyglądało tak jak ostatnie 40 minut gry, finał ten zdecydowanie zapisał by się w annałach piłki.

Sobotni finał miał wiele oblicz i mnóstwo „wahań nastrojów”. Najpierw Mueller wyniósł do raju całe Monachium, następnie z piekła wyprowadził Chelsea Drogba, dając remis na 5 minut przed końcem meczu. A więc dogrywka musiała rozstrzygnąć losy spotkania, w której ponownie przewagę na boisku posiadali monachijczycy, ale nie potrafili tego przypieczętować bramką. Kiedy rękę(a właściwie nogę) podał im Drogba, faulując piłkarza Bayernu w polu karnym, do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Robben i... nie trafił. Nie zdarzyło mu się po raz pierwszy, bowiem w meczu ligowym z Borussią, było podobnie, nie wiadomo, czy to zmęczenie, czy psychika, może jedno i drugie. Mógł dać prowadzenie Bayernowi na kilka minut przed końcem spotkania, stał się jednak anty-bohaterem. Tak więc dogrywka nie dała rozstrzygnięcia, do wyłonienia zdobywcy trofeum potrzebna była seria rzutów karnych. Do nich nie odważył się już podejść Robben. Tutaj znów wszyscy przeżywali zmienność nastrojów, w pierwszej kolejce strzał Maty obronił Neuer, Bayern znów miał puchar na wyciągnięcie ręki, ale i tym razem tego nie wykorzystał, kolejne karne to Londyńczycy wykonywali z większą pewnością, a nogi drżały monachijczykom, a dwóch z nich nie wykorzystało „jedenastki”. Ostatni rzut karny wykonywał Drogba, zdecydowanie bohater finału, który przypieczętował pierwszy w historii puchar Ligi Mistrzów dla Chelsea. Tym samym stare porzekadło, że niewykorzystane sytuacje się mszczą stało się faktem. 

Cuda które się działy w finale, zdarzały się również w poprzednich rundach w meczach z udziałem Chelsea. Londyńczycy spokojnie mogli odpaść w 1/8 finału z Napoli, gdzie po pierwszym meczu we Włoszech przegrywali 1:3 i nikt nie wieszczył im udanego rewanżu. Wygrali jednak po dogrywce 4:1. W ćwierćfinale też nie było zbyt spokojnie, bowiem Benficę pokonali skromnie – 2:1 i 1:0. Po losowaniu par półfinałowych znów niewesoło było w szeregach the blues, bowiem trafili na rywala najtrudniejszego z trudnych – Barcelonę. Pokazali jednak charakter w pierwszym spotkaniu, gdzie skromnie zwyciężyli 1:0. Na rewanż nie jechali w dobrych humorach. Na Camp Nou, zdarzył się ponownie cud, a Chelsea po „obronie Częstochowy” zremisowała 2:2,. Można by myśleć, że wyczerpali już swój przydział szczęścia, jednak mecz finałowy pokazał, że każdy kto tak myślał był w błędzie, w tej grupie byli również bukmacherzy, którzy za faworyta uważali Bayern. Liga Mistrzów po raz kolejny pokazała, jak pięknym i nieprzewidywalnym sportem jest piłka nożna, że do ostatniego gwizdka nie można być niczego pewnym, a wierzyć w zwycięstwo trzeba do końca.

Wyświetlenia: 1531
Proponowane artykuły