Wolne-dziennikarstwo.pl - Fleszem po oczach
wolne dziennikarstwo


 Wraz z nadejściem Piastonaliów trzeba się było przyzwyczaić do fleszy, kamer i dyktafonów, śledzących nas od kampusu po błonia. Jedni pozują chętnie – prezentując swoje żakinadowe kostiumy ze spandexu i papieru toaletowego, ewentualnie z folii aluminiowej (amelinowej). Wieczorem odwagę do udzielania wywiadów sponsoruje Lech. Inni starają się sprzątnąć na szybko piwo i przez to siedzą przy podejrzanie pustym stoliku. Również zdarza się, że chowają papierosy za swoimi plecami, a stąd już niedaleko do zabawnego ujęcia człowieka, któremu dymi się tyłek. Prawie jak efekty na koncercie Prince'a. Część po prostu ucieka – z obawy przed tzw. zdjęciami rozwodowymi, paszportowymi (duża biała twarz, trochę jak z programu 997) czy zostaniem mistrzem drugiego planu w jakiejś żenującej pozycji, np. z palcem w nosie.

Paradoksalnie, dzień potem wszyscy zamiast oglądać zdjęcia swojego wyczekanego piastonaliowego artysty, wolą przejrzeć te, które przedstawiają jak bawiła się publiczność, a konkretnie mój pijany sąsiad z akademika. Albo najzwyczajniej pośmiać się z tej wrednej małpy w czerwonym. Ja dla odmiany lubię śmiać się z tych, na których pojawiam się ja sama. Ostatnio np. wyszłam jak wesoły Budda, a zaraz na kolejnym zdjęciu jak szpieg Szoguna. Nie zawsze da się w pełni kontrolować swoją mimikę, aczkolwiek lepsze to niż mieć jeden wyraz twarzy przez całe życie jak Kristen Stewart.

Sprowokowało mnie to do zastanowienia się ogólnie nad tym, jak zachowujemy się przed kamerą. Pozowaliśmy i pozujemy, jednak trochę się to zmieniło. Parę lat temu, w erze aparatów na klisze szkoda było marnować coś tak cennego na spontaniczne zdjęcia (choć nie twierdzę, że było to regułą), stąd te piękne zdjęcia – my stoimy przed basenem na ogródku, my wokoło choinki, ja i mój pies (oczywiście kucając z jedną ręką na głowie albo karku naszego owczarka niemieckiego) i tak dalej. Później, kiedy pojawiły się aparaty cyfrowe, mogliśmy już walić fleszem po twarzy do skutku, aż wszyscy otworzą oczy i nie będą pokazywać sobie nawzajem rogów. Później i tak nie widzisz już nic oprócz Mroczków, ale to i tak dobrze, że się jeszcze nie uśliniłeś. Można było cykać i cykać, dopóki nie padły duracelle w aparacie. Wtedy też na równi z serwisem fotka.pl powoli, zupełnie nieśmiało zaczęły się pojawiać obrabianie zdjęć, „fotki z rąsi” i do tego cytaty z Paulo Coelho jako podpisy do nich. Na koniec przyszły telefony z aparatami i wtedy nadszarpnięta już reputacja słowa „pozować” upadła na samo dno. Lustra, łazienki, karpiki, kaczuszki – szalone szaleństwo.

Dziś dodatkowo możesz walnąć sobie zdjęcie tabletem, choć nie będzie to chyba dla nikogo odkryciem, że nie jest to najbardziej poręczny aparat na świecie. Nikt nie chciałby przecież zobaczyć swojego iPada roztrzaskanego w łazience przed lustrem. O, i jeszcze zapomniałabym o powrocie do Polaroidów. Stęsknieni za lekko żółtawymi zdjęciami a la wczesne lata 90 (które byłyby autentycznie żółte, a nie z racji tego, że przesunęliśmy jeden czy dwa paski w Picassie), masowo zaczęliśmy wykupować wkłady do Polaroidów na Allegro. Nie, żeby nie były nieziemsko drogie jak na wkłady do aparatu, ale dalej – marnujmy je na rozmazane zdjęcia jabłonki w deszczu albo samych stóp w nieziemskich turkusowych koturnach.

Ciekawe, co będzie dalej? Zdjęcia jak z Harry'ego Pottera? Ruchome obrazki zabiłyby pewnie pozowanie. Albo flesz w aparacie jak z „Facetów w czerni”, który uchroniłby świat od zalewu min na rybkę - pyk i odkładasz aparat, bo nie wiesz po co trzymasz go w rękach.

Wyświetlenia: 1437
Proponowane artykuły
obrazek

Magda Kuberska

14.5.2012

Multitasking

Magda Kuberska

Z własnego doświadczenia wiem, że nie należy się zajmować kilkoma sprawami naraz. Przekonałam się, że np. trzymanie talerza z ziemniakami i sosem w jednej ręce, kompotu w drugiej, książki