Wolne-dziennikarstwo.pl - NATO nie dla wszystkich
wolne dziennikarstwo


 Od dłuższego czasu obserwuję doniesienia medialne, które dotyczą poszerzenia struktur NATO o nowe kraje członkowskie. W polskich mediach mówi się o tym raczej niewiele, a jeżeli już, to raczej w kontekście wejścia do NATO takich krajów jak Gruzja czy Ukraina, a nie o krajach bałkańskich – obok Macedonii o wejście do Sojuszu Północnoatlantyckiego ubiegają się jeszcze Czarnogóra i BiH – tak więc wiedza na ten temat jest niewystarczająca. Odbiegają od tego portale bałkanistyczne lub akademickie, które swoje analizy opierają głównie na doniesieniach ze strony tamtejszych mediów, stąd ich relacje często mają charakter nie autentyczny, lecz stronniczy, czyli w zależności od tego, jakiego charakteru i orientacji są środki przekazu (czy grupy informatorów), z których pochodzi źródło tych informacji. Występują również pewne omówienia komentatorów, którzy często subiektywnie podchodzą do sprawy i mamy to, co mamy – może nie tyle niewłaściwy obraz tych wydarzeń, ile jednostronny ogląd, który jest oparty tylko na powierzchownych i dowolnych przemyśleniach.

Nie ukrywam, że będąc rodowitym Macedończykiem, również mam problem, przynajmniej w moim środowisku zawodowym, aby te sprawy realnie przekazać tym, którzy spodziewają się ode mnie rzetelnej informacji z „pierwszej ręki”. Niestety, od powyższego stereotypu sam nie jestem wyjątkiem, z jednej bardzo prostej przyczyny – w tej kwestii mam prawo być bardziej Macedończykiem, niż wykładowcą i dlatego postaram się tutaj podać pewne obserwacje, których jestem na co dzień świadkiem będąc w ścisłym kontakcie z rodakami, przyjaciółmi, rodziną i kolegami. Chyba wszyscy wiedzą, że od prawie 20 lat trwa wielki werbalny konflikt między Macedonią a Grecją o nazwę (i nie tylko!) i tutaj nie chcę się o tym wypowiadać, ponieważ trudno jest komuś (chyba nie tylko Macedończykom) uświadomić, że „dopóki nie zmieni nazwy, na przystąpienie do lepszych formacji politycznych i wojskowych” nie ma co liczyć. Sprawa jest o tyle skomplikowana, że nadal nie wiadomo, kiedy dojdzie do wejścia w struktury NATO lub UE, z jakimi skutkami dla głównych protagonistów sporu, jakimi są Macedonia czy Grecja.

Jaka jest wobec tego przyszłość Macedonii w NATO? Od dwudziestu lat do Macedonii przybywają liczni misjonarze, pośrednicy, politycy, posłowie Parlamentu Europejskiego czy przedstawiciele Komisji Europejskiej. I w sprawie przystąpienia do Sojuszu cały czas słyszymy i czytamy te same komunikaty nadawane, jak z zepsutej płyty: zmieńcie nazwę i przyjmiemy was, a jak nie, to zostaniecie w izolacji! Przepraszam bardzo. Macedończycy już nazwę zmienili, a na mocy tymczasowego porozumienia z 1995, które podpisały oba kraje, jest m.in. napisane, że Grecja nie ma prawa blokować Macedonii wejścia w międzynarodowe struktury, a ta z kolei musi się zrzec wszelkich pretensji terytorialnych (sic! Mały kraj dwumilionowy i na dodatek niebędący członkiem Sojuszu, ma zagrażać bezpieczeństwu kraju czterokrotnie większego i jednego z najbardziej wpływowych w Sojuszu?) wobec swojego południowego sąsiada, co również zostało zawarte w konstytucji. Podczas przedostatniego szczytu NATO w Bukareszcie w 2008, nawet ówczesny amerykański prezydent George Bush jeszcze przed samym szczytem był przekonany, że Macedonia stanie się pełnoprawnym członkiem sojuszu, ale jednak oponent skorzystał z prawa veta i nie dopuścił do jej przyjęcia. Rozczarowanie było tak wielkie, że nawet najbardziej zagorzali NATO-hurra-optymiści od tego czasu stali się sceptykami wobec słuszności tego wejścia, które zablokowała Grecja.

W międzyczasie, Macedonia zaskarżyła Grecję w Trybunale Międzynarodowym w Hadze o naruszenie postulatów z tymczasowego porozumienia z 1995 i – o dziwo – pod koniec 2011 ten spór wygrała! Ten ostatni kraj – pomimo bardzo poważnych tarapatów, do których się dopuścił przez swoje nieodpowiedzialne i niegospodarne zachowanie – w chwili obecnej znajduje się na krawędzi bankructwa i - co gorsza - w przepaść wciąga wszystkie kraje, które w jakiś sposób są z tą gospodarką związane, czyli nie tylko te ze strefy euro, lecz i te, które są tylko członkami Unii. Niestety, pasmo nieszczęść finansowych poszerza się i na kraje pozaunijne, w tym na Macedonię. Parametr typu „zmieńcie nazwę” na taką, która nie będzie godziła w historię i interesy narodowe dość wpływowego kraju na arenie międzynarodowej, jakim jest Grecja, u Macedończyków powoduje podwójną konsternację, ponieważ z jednej strony do dużych ustępstw już raz doszło, a dwa, naród nie jest ślepy i widzi, że i nawet gdyby znowu doszło do czegoś takiego, to nie jest do końca przekonany, czy i po kolejnym ustępstwie ich kraj znajdzie się w szeregach NATO (czy UE) i czy znów nie wzrosną stawiane Macedonii wymagania. Przypominam i informuję tych, którzy może nie wiedzą, że Macedonia w latach 90. musiała zmodyfikować konstytucyjną nazwę do komunikacji międzynarodowej na nazwę, która satysfakcjonowała greckie kaprysy i pod którą została przyjęta do ONZ (o tym poniżej). Musiała także wprowadzić nowe zapisy w Konstytucji, jak i całkowicie zmienić flagę narodową, którą naród w referendum niepodległościowym poparł prawie w 100 procentach, po to, by niedługo potem w parlamencie musiał uchwalić zmodyfikowaną flagę przypominającą poprzednią. Wyjątkiem byli Albańczycy, jako najliczniejsza mniejszość, którzy się z żadną flagą macedońską nie utożsamiają i dla nich „obowiązującą” jest obecna flaga państwa Republiki Albanii – czyli ta z wizerunkiem dwugłowego czarnego orła na czerwonym tle. Macedońska flaga w pierwszej wersji zawierała symbol słońca o szesnastu promieniach z grobowca z Verginy, miejsca, gdzie pochowany jest jeden z największych macedońskich królów, Filip II, ojciec jeszcze sławniejszego syna i władcy Aleksandra Wielkiego/Macedońskiego.

Co do tego ostatniego, trudno powiedzieć, gdzie leży prawda jeśli chodzi o pochodzenie i tożsamość obecnych Macedończyków, jak i Greków wywodzących się z północnych terenów Grecji, które jako region etniczny od zawsze był nazywany Macedonią. Historyczne przekazy mówią o dystansie dawnego państwa helleńskiego, co do słuszności i przyłączenia się do podbojów Aleksandra, którego sami nazywali „barbarzyńcą”, na Wschód. Z drugiej strony Słowianie, którzy podczas Wielkiej Wędrówki w wiekach V-VII przybyli na te tereny, byli postrzegani, przynajmniej do jakiegoś czasu temu, jako struktura narodowa, wokół której skupiała się cała nauka historyczna i kulturowa oraz na czyim dorobku opierała się świadomość, że Macedończycy to (tylko) Słowianie. Jednak, w ostatnich dwóch dekadach doszło do pewnej zmiany tej koncepcji. Do podręczników z historii stopniowo przenika teza, że na tym terenie nie tylko słowiańscy Macedończycy żyli na przestrzeni dziejów, lecz i ci, którzy mają zupełnie prawo, by czuć się potomkami antycznych Macedończyków. I zadają pytania tego typu: to co, przed V wiekiem (czyli przed przybyciem pierwszych Słowian do Macedonii) było tak, że tam ludzi w ogóle nie było? Nikt nie zamieszkiwał tych terenów i potem hop! - nagle się tu pojawili Słowianie i od tego czasu zaczniemy mierzyć czas? Trudno zaprzeczyć tej tezie, choć sam osobiście zdecydowanie wolę czuć się słowiańskim, niż antycznym Macedończykiem. Pomijając fakt, iż zajmuję się tymi kwestiami zawodowo i trochę tej historii i kultury mojego regionu znam. Więc, można sobie wyobrazić, jak się czują inni, czyli ci, którzy na tej części historii Bałkanów raczej słabo się znają. Skoro oni mają taki problem ze sprecyzowaniem tożsamości, to nietrudno się domyślić, że ludzie spoza tego terenu w ogóle w tej kwestii się nie orientują, szczególnie zaś ci, co mają decydować o dalszym losie Macedonii w strukturach międzynarodowych.

Nie będę nadużywał powierzonej mi tutaj przestrzeni wirtualnej, więc kraju, który blokuje inny kraj w procesie przystąpienia do różnych sojuszów, po prostu nie będę ironicznie nazywał, tak jak to on robi, o czym można przeczytać w niektórych macedońskich mediach. Przytaczam tylko kilka przykładów, jak to wygląda w tej wojnie werbalnej. Niektórzy Macedończycy celowo unikają nazwy „Grecja”, mimo świadomości, że jest to nazwa powszechnie znana w obiegu międzynarodowym. Używają natomiast sformułowań typu: „Była Turecka Prowincja Hellas” lub „Republika Aten”, których wymowa jest równie obraźliwa, jak greckie określenia Macedonii jako „Byłej Jugosłowiańskiej Republiki Macedonii” czy „Republiki Skopje”. Podobnie irytujące są nazwy dla obywateli Macedonii, zwanych „FYROM-ianami”, wg angielskiego skrótu, który nawet najbardziej umiarkowanych Macedończyków doprowadza do szału (od FYROM - Former Yugoslav Republic of Macedonia). Jest tylko jeden problem: pierwsze sformułowania to tylko medialne wyładowanie frustracji i tak nie wszystkich Macedończyków, ale te drugie to oficjalne stanowisko państwa członkowskiego NATO i EU. Ta histeria jest tak bardzo nasilona w ostatnim czasie, że nawet dziennikarz, młody pan, który pojechał do Baku, by relacjonować muzyczne zawody Eurowizji, w wolnej chwili podszedł do najbardziej popularnej macedońskiej piosenkarki Kaliopi, która reprezentowała swój kraj, i po angielsku zadał jej tragikomiczne pytanie: „Dlaczego Pani używa nazwy Macedonia, skoro jest Pani „FYROM-ianką”? Proszę zobaczyć w krótkim filmiku:

Jednym słowem, histeria antymacedońska osiągnęła już swoje apogeum i na jeszcze przez długie lata w (pod)świadomości Greków nic w tej kwestii się raczej nie zmieni. Nawet za sprawą dojścia do władzy bardziej umiarkowanej partii czy koncepcji politycznej. Przynajmniej Macedończycy w to nie wierzą. A jak na to zareaguje NATO? Ironicznie mówiąc, jak na lato. Czyli nadal ignorancko.

Macedonia – mimo różnych opinii na ten temat i biorąc pod uwagę wielkość i znaczenie tego kraju – jest jednak po części w stanie sama wybierać. I NATO, i UE (pomimo entuzjastycznych sondaży sprzed kilku lat mówiących o ponad 80% poparciu dla NATO i ponad 60% dla UE) muszą zdawać sobie sprawę z tego, że obecna konstelacja polityczna, która rządzi tym krajem, raczej nie ustąpi po takich naciskach i również już nie wywoła większego niepokoju wśród większej części populacji. Ostatnio dość często mówi się o sprzymierzeniu się z inną formacją międzynarodową, jest to BRICS, czyli sojusz, którego członkami są Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i Południowa Afryka (przypadkowo czy nie, te wszystkie kraje do tej pory uznały Macedonię pod nazwą konstytucyjną). Ta perspektywicznie patrząc dość silna finansowa i strategiczna potęga szybko rozwijających się krajów jest w stanie mocno konkurować z dążeniami niektórych Macedończyków, którzy do tej pory woleli przystąpienie do obu w/w struktur. Umberto Pascali, jeden z analityków z Washingtonu, niedawno ostro oznajmił, że „NATO to ostatni relikt zimnej wojny”, a sojusz BRICS to nieformalna formacja, na której Macedończycy z pewnością o wiele bardziej skorzystają, bo jest to „jedyną alternatywą dla Wall Street - systemu wojen, gróźb, szantażów i lichwiarstwa”. Premier kraju oraz czołowi przedstawiciele macedońskiej branży biznesowej już odbyli wizyty w Indiach i Chinach, i zapewniają o inwestycjach, które mają nadejść w najbliższym czasie. Gdyby do tego doszło (a niektóre już są prowadzone), wtedy ten wzmocniony zastrzyk gospodarczy na pewno by sprawił, iż wspomniany macedońsko-grecki spór „o nazwę”, jak jest on błędnie określany, będzie miał znaczenie marginalne.

A w zasadzie w tym sporze chodzi o coś więcej, niż o nazwę. Ale o tym kiedy indziej.

Wyświetlenia: 1478
Proponowane artykuły