[KRÓTKO] Praktyki i staże - Praca czy parzenie kawy?
wolne dziennikarstwo
<

[KRÓTKO] Praktyki i staże - Praca czy parzenie kawy?

>


Okres wakacyjny dla wielu studentów staje się jedyną możliwością odbycia obowiązkowych praktyk zawodowych zatwierdzonych przez uczelnie. Wybór miejsca praktyk jest tutaj istotny, bowiem student sam podejmuje decyzje, gdzie chce się uczyć.



Fot. Shutterstock.com

Zapominamy jednak, że ważnym elementem odbywanych praktyk jest również to, JAK chcemy się uczyć i powierzamy to wyznaczonym przez konkretną placówkę opiekunom, kierownictwu i biernie podchodzimy do zaleceń "z góry". Nasze bierne podejście procentuje biernym podejściem osób, u których praktykę odbywamy, tak więc kończy się na przysłowiowym "papierku" i parzeniu kawy.


Jest też inna grupa, która nie zamierza nawet nogi postawić w żadnej placówce, w tym celu często "załatwiają" sobie potwierdzenie odbycia praktyk u znajomych, korzystając w tym czasie z wolnego i z wymarzonych wakacji.

Są też takie przypadki, gdzie to właśnie dana placówka dusi zapał i ambicje studenta do pracy już po pierwszym tygodniu, efektem tego odbyte praktyki stają się jedynie stratą czasu.

Wśród kilku powyższych przykładów ciężko wybrać jeden schemat praktyk studenckich. Zależy to często od miasta, firmy, osób, a nawet od samego studenta. By nie generalizować, PYTAMY WAS! Jak to jest WASZYM ZDANIEM?

-Praktyki studenckie są stratą czasu czy szkołą życia?
-Uczą jedynie parzenia kawy czy przygotowują do zawodu?
-Wina leży po stronie studenta czy placówki, w której się praktykuje?

Wielu z Nas właśnie wróciło lub kończy praktykę. Warto byście podzielili się swoimi spostrzeżeniami.



NIE BĄDŹ BIERNY - DYSKUTUJ!



________________________

Redaktor wydania: Michał Kosel



 

Weronika SAHAR Litwin

Najlepiej wspominam swoje praktyki w Radiu Roxy. Ogromnie się cieszyłam, że nie muszę po raz setny robić sondy, która i tak nie pójdzie na antenę, a zostałam dopuszczona do montowania playlisty, robienia krótkich muzycznych reklamówek itd. Dodatkowo możliwość ćwiczenia dykcji oraz nagrywania swoich zapowiedzi - jak się okazało, wcale to nie jest takie proste "powiedzieć coś do mikrofonu". A inne praktyki - ot, takie całkiem stereotypowe: odsiedzieć, coś posmęcić i jak najszybciej wrócić do domu. Sezon ogórkowy nie sprzyja praktykantom z kierunku "Dziennikarstwa"

Mateusz Tusiński

Ja praktyki odbywałem na Komendzie Policji. Jednak oczekiwanie, a realia okazały się bardzo odległe. Do większości rzeczy tak naprawdę nie miałem dostępu jako cywil - praktykant. Praktykę wspominam dobrze, bo zobrazowała mi pracę w policji i myślę w większości podobnego typu instytucjach.

Joanna Matlak

Sama w te wakacje nie miałam praktyk, ale ciekawa rzecz wydarzyła się mojej koleżance. Studiuje ona inżynierię bezpieczeństwa na Politechnice Łódzkiej i nigdy się praktykami nie przejmowała. Liczyła raczej na podpicie pieczątki pozwalającej zaliczyć praktykę. Natomiast w tym roku było inaczej. Postanowiła, że chce wykorzystać praktyki, aby się czegoś nauczyć. Niestety, po 3 latach studiowania, jej rubryka praktyka ( w sensie empirycznym) pozostanie pusta. Zakład pracy pierwszego dnia sam zaproponował jej podpicie pieczątki. Ona natomiast odmówiła. Więc na sam początek dostała tonę papierów z nazwiskami prezesów, wiceprezesów i pracowników tego zakładu. Pan, który się nią opiekował zupełnie nie wiedział jak się tą dziewczyną zająć. Wymyślał zupełnie niepoważne zadania. Koleżanka po 2 dniach (za namową tegoż Pana) opuściła zakład wraz z podbitą pieczątką. Może i powinna jeszcze mocniej się zainteresować, ale jej również nic nie zaproponowano. Praktyki to ciężki temat, bo niewdzięczny, ale mimo wszystko wierzę, że da się z nich coś wynieść. Niektórzy mają szczęście, albo więcej samozaparcia, albo dobrego opiekuna.

Grzegorz Gasz

Cała zabawa zależy od tego co sami chcemy dostać. Nie oszukujmy się wielu zamiast praktyk wystarczy pieczątka wtedy im mniej roboty tym lepiej. Gdy ktoś chce się czegoś nauczyć wtedy szuka miejsca i sposobności do tego. Chodzi mi o to że jeśli się chce to będzie to faktycznie coś co potem może się w życiu przydać. Dlatego też ja bym bardziej zadał pytanie czy wygląd praktyki nie zależy od samego praktykanta.

Julia Morgoń

Od tego miesiąca zaczęłam praktyki w Centrum Kultury. I na dobrą sprawę, nie musiałabym wcale tam jeździć- przyjeżdżam ze swoim laptopem, siadam przy biurku, dostaje informacje co muszę wyszukać w sieci, jaką informacje na stronę napisać, jaki tekst informacyjne zredagować po czym wszystko wysyłam na meila mojej "kierowniczce". Dodatkowo moim obowiązkiem jest prowadzenie facebookowego profilu TCK. Przez 5 godzin siedzę i patrzę się w monitor a moja wiedza się nie poszerza- google i facebooka zna każdy.

Michał Kosel

Zgodzę się z Aśką, że praktyki to specyficzny temat. Odbyłem ich dość sporo jak na 3 lata studiowania i byłem m.in. we Wrocławiu, Krakowie czy w Łodzi. Niezależnie od miasta zawsze jednak liczyły się pierwsze dni. Gdy się pokazało w redakcji, że nie przyszło się po jedną pieczątkę, a faktycznie pracować od 7 rano, aż do zamknięcia newsroomu to od razu inaczej na Ciebie patrzyli. Byli też inni praktykanci, ale tym nie dawano poważnych zajęć. Wszystko sprowadza się do tego, że jeśli ktoś nie traktuje praktyk poważnie, to i jego poważnie nie potraktują. Jeśli ktoś pokazuje, że nie przyjechał na wakacje, a faktycznie się nauczyć to być może przy nadarzającej się okazji będzie mógł wskoczyć na głęboką wodę. Progres zależy od tego ile pracy się włoży we własne działania. Gdy jednak trafi się do placówki, gdzie nawet ambitnym nie chcą dać niczego poważnego do roboty - moja rada jest prosta - zmieniaj szybko miejsce praktyk!

Ania Gawlik

Wydaje mi się, że to sprawa maksymalnie indywidualna, zarówno jeśli chodzi o praktykanta, jak i zakład. Przynajmniej u mnie tak było. Inicjatywę okazywałam wszędzie, ale nie każdy był z tego zadowolony. Będąc w MOPSie niczego nie mogłam się podjąć, bo prawo zabrania tego, tamtego, siamtego. W teren nie mogłam pojechać, bo prawo zabrania (podczas, gdy inne osoby w takiej samej placówce w innej miejscowości robiły wszystko to, czego mnie nie było wolno), do sklepu po materiały biuro nie mogłam zajść, bo jak mi się coś stanie, to będą mieli kłopoty. Tamte praktyki ograniczyły się więc do Excella, ksero, bezczynnego siedzenia i gapienia się na zegar. Z kolei w innych miejscach miałam więcej swobody i zaufania ze strony zakładu. Tam też o wiele chętniej się wybierałam, nawiązałam nowe znajomości i nauczyłam się wiele. Podsumowując, jakość praktyk nie zawsze jest winą studenta. Kolejne praktyki przede mną. Zobaczę, co mnie spotka tym razem:)


Wyświetlenia: 4618